Sześcioro dziennikarzy Gazety Wyborczej przez kilka dni na własnej skórze sprawdzało czy łatwo jest znaleźć pracę za granicą. Ten blog, to ich internetowy notes, o tyle niezwykły, że każdy może tu wpisać swoje komentarze, rady, uwagi. Szczegółowa relacja z dziennikarskiej misji niebawem w Gazecie Wyborczej i TVN 24
Kategorie: Wszystkie | Finlandia | Grecja | Hiszpania | Irlandia | Portugalia | Wielka Brytania
RSS
piątek, 16 czerwca 2006
Helsinki - Przystanek Europa oczami Finki

Hurra, Helsingin Sanomat zauważyła moją misję. W środę był artykuł o tym, jak testowałam rynek pracy. Pisała Pilvikki Kause, korespondentka  HS, która mieszka we Wrocławiu. Pisała na podstawie bloga  i audycji radiowych w trakcie mojego pobytu. Trochę w tym jest rozbieżności, ale sens pozostaje taki, jak napisała. Podobno - co wiem już od samej Pilvikki, pół redakcji HS pokładało się ze śmiechu, że ktoś tak odkrył ich wady narodowe. Przeglądali się w tym, jak w lustrze...

 Może też pani Sławka z ambasady (pozdrawiam pani Sławko) rzeczywiście doprowadzi do tego, żeby link z naszego blogu został dołączony do strony ambasady? Wtedy jest szansa, że się z tego zrobi ciągle aktualizowany samopomocnik

Niżej tekst, tłumaczyła Agnieszka Holm (pokazałam jej portret po powrocie w Gazecie) anglistka, która w  Finlandii od kilku lat zmaga się z przeciwieństwami losu pracownika „spoza”. Przetestowała też na swojej koleżance - Fince. Ta uśmiała się z fragmentu  o tym, że Finowie nie potrafią odmówić, wolą powiedzieć, że oddzwonią...

Polska dziennikarka testowała szanse obcokrajowców poszukujących pracy w Helsinkach

Sposród wszystkich testowanych europejskich miast, wynik w Helsinkach był najbardziej rozczarowujacy.

- Helsinki to miejsce nieprzychylne cudzoziemcom szukajacym zatrudnienia! Wszedzie jest wymagany finski, jakby to byl jakis spisek. Mimo to prawie wszyscy znaja angielski - opowiada Aleksandra "Ola" Pezda.

- Nie mozna nawet dostac pracy sprzataczki bez znajomosci finskiego. Powiedziano mi, ze dawkowanie i mieszanie dzisiejszych srodków czyszczacych jest tak skomplikowane, ze angielski nie wystarczy. Cudzoziemcy nie sa tutaj naprawde mile widziani - twierdzi Pezda.

Pezda jest jedna z szesciu dziennikarzy, którzy na poczatku czerwca zostali wyslani na poszukiwanie pracy do Aten, Barcelony, Dublina, Helsinek, Lizbony i Londynu. Ich zadaniem bylo odgrywac role przecietnych osób poszukujacych pracy i opisac warunki panujace w tych miastach w blogach i gazetowych reportazach. Raporty dziennikarzy byly czescia "Przystanku Europa" - projektu Gazety Wyborczej, radia TOK FM oraz kanalu telewizyjnego TVN 24. Projekt naswietla zjawisko polskiej fali emigracji do innych krajów Unii Europejskiej.

Inni dziennikarze znalezki prace w ciagu tygodnia, lecz Ola jako jedyna trafila na mur nie do pokonania. Nie nadawala sie na malarza z powodu plci, a gdy starala sie o roznoszenie darmowej gazety Metro, odpowiedziano jej wymijajaco, ze moze pózniej.

W biurach Eures i Staffpoint, które obsluguja obcokrajowców, skreslono ja z góry, bo "nikt nie przeczyta podania", jesli nie zna sie finskiego. Chodzila od restauracji do restauracji, dzwonila pod oferty pracy i wytrwale przesiadywala na terminalach internetowych wysylajac CV - sposród wszystkich miast odwiedzonych przez dziennikarzy jedynie w Helsinkach obowiazkowo trzeba bylo wyslac informacje o sobie droga emailowa.

- Finowie nigdy nie powiedza wprost "nie". Usmiechaja sie tylko i obiecuja, ze zadzwonia pózniej - ostrzegali nowi znajomi Oli Pezdy. Chwytajac sie ostatniej deski ratunku, Pezda udala sie do katolickiego Kosciola Swietego Henryka. W innych krajach Unii katolickie koscioly sa miejscem spotkan Polaków, którzy wymieniaja tam swoje doswiadczenia. W kosciele nie znajdowala sie nawet typowa "sciana placzu", czyli tablica z ogloszeniami o pracy. Jedynym ogloszeniem byla informacja o spotkaniach grupy AA. Msze, która odbywa sie raz na miesiac, odwolano.

Ola Pezda byla zaskoczona na widok najwiekszego budynku zwiazków zawodowych, jaki kiedykolwiek widziala. Podejrzewa, ze zwiazki zawodowe moga byc przyczyna niechetnej postawy wobec cudzoziemców.

Pezda spotkala grupe polskich monterów pracujacych pod Helsinkami. Straszy, ze po miesiacu do wyslania do domu zostaje zaledwie piecset euro. Urzad podatkowy i posrednik zabieraja reszte.

Pezda podkresla, ze Helsinki sa straszliwie drogim miastem. Posilki sa najtansze w studenckich kafeteriach, ale i tam jest drogo.

Polacy zamieszkali w regionie Helsinek czytaja w blogu Pezdy o najtanszych restauracjach i sposobach na przetrwanie, jak pieczenie wlasnego chleba. Bardzo dobrze znaja ceny.

A jak ubieraja sie mieszkancy Helsinek? Maszeruja w dobrze skrojonych mundurkach, jak w filmie "Seksmisja". W tej kultowej komedii z lat siedemdziesiatych dwóch mezczyzn budzi sie w swiecie rzadzonym przez kobiety. Taki mundurek nosi równiez "Ritta", kierowniczka hotelu, która obiecuje prace sprzataczki. To pierwsza osoba w Helsinkach, która przeprasza za to, ze formularz jest tylko po finsku. Pezda prosi przypadkowego mezczyzne z ulicy o pomoc w wypelnieniu labiryntowego formularza.

Polka nie wie jednak, czy wreszcie by sie udalo, poniewaz wkrótce odlatuje samolot. Kierowniczka hotelu nie moze sie spotkac tego samego dnia. Jest "straszliwie zajeta" i spotkanie mogloby sie odbyc dopiero za tydzien.

piątek, 09 czerwca 2006
Helsinki - pensje: brutto,netto, można zwariować!

Droga A. oraz inni - czy fakt, że nauczyciel ma dostać 30 e za ha roboty (jeśli tak, to z całego serca gratuluję A. wreszcie wysiłek sie opłacił) oznacza, ze dostanie te 30 e czy też dostanie je minus 35 proc. podatku? A np. taka robotnicza pensja - czy jeśli elektryk ze stażem już pracy ma dostać 14,2 e to je dostanie w rzeczywistości, czy tylko na papierku? No, bo przecież ktoś musi odkładać na ten fiński socjalizm...

czwartek, 08 czerwca 2006
Helsinki - jak przeżyć w obcym mieście

Drodzy, wy wiecie najlepiej. Poddaję pod rozwagę i do użytku - odejmujcie, dopisujcie. Poradnik dla rodaków, oto szkielet na razie - jak przetrwać w Helsinkach dopóki się nie trafi na  właściwego renifera. To mają być podstawy, oczywiście, nie jakaś wiedza kompletna


darmowy internet

- w bibliotekach publicznych, np. na pierwszym piętrze poczty,  tuż przy kolejowym dworcu  głównym przy Kaivokatu

- w knajpach i pubach: stoi jeden lub dwa komputery i można przy kawie, czy piwie z nich korzystać, na pewno znajdziesz je w sieci Wayne's Caffee i w pubach dla gejów
- w punkcie informacji turystycznej przy alejach Esplanadi są cztery stanowiska (uwaga - niewygodne klawiatury doprowadzają do szału)

tanie jedzenie

- w supermarketach, wszyscy polecają sieć Lidl a w centrum  dom towarowy Stockmann. I tak jest drogo: chleb ok. 2 euro

-  warzywa najlepiej kupić na otwartych rynkach, na początku czerwca pomidory, ogórki  i cukinie  kosztowały ok. 3 euro za kg, za litrowy garnuszek truskawek trzeba było płacić 3,5 euro 
- lancz trzeba jeść tam, gdzie serwują szwedzki stół - czyli raz płacisz a jesz do woli: np. u Chińczyka (8 euro w godz 11-15, potem 10 euro) albo w sieci Golden Rax  8 euro albo na studenckich stołówkach w cenie 5-6 euro , często w knajpach serwują też bar sałatkowy z chlebem i zupą w cenie zamówionego posiłku
- w Finlandii pije się często i dużo kawy - w barach, kafejkach i pubach stoją na podgrzewaczach dzbanki, z których często klienci sami się obsługują, jest też mleko i słodziki pod wieloma postaciami - filiżanka 2,5 euro
- knajpy, baaaardzo drogo: piwo w pubie ok. 5 euro, w spelunie - 2-3 euro, popularny cider nalewany z kija - 6 euro, drinki powyżej 10 euro

prepaidy

- po pierwsze oszczędność, ale też podstawa w poszukiwaniu pracy:  często pracodawcy proszą o numer telefonu, żeby powiadomić o terminie rozmowie kwalifikacyjnej. Na zagraniczny nie zadzwonią.
najtańsze sms-sy: DND -  9,99 euro
najtańsze połączenia: Elisa (tylko w Helsinkach) -  9,99 euro
Sonera - 15 euro
najtańsza karta doładowująca:  20 euro

jak dojechać

- samolotem z Warszawy, tanie linie już  od ok. 200 zł w jedną stronę; mieszkańcy Zachodniej Polski - kilku przewoźników z Berlina: (mozna nawet przez Amsterdam, ale z oszczędnościami), standardowa cena biletu z wyprzedzeniem  to ok. 700 zł, a szybkim tempie koszty sięgają i 2 tys. zł
- autobusem do Tallina - bilet kosztuje ok. 400 zł z Warszawy, a można jechać bezpośrednio również z  Krakowa, Katowic, Częstochowy, Łodzi,  Białegostoku. Kursują co najmniej dwie firmy  Eurolines i Star- Turist
- z Tallina do Helsinek promem za ok. 20 euro

komunikacja miejska

metro, tramwaj, autobus, kolej podmiejska - jeden bilet, jeśli w granicach metropolii
na jeden przejazd - 2,20 euro, na lotnisko - 3,60 euro;
1-dniowy - 6 euro, 3-dniowy - 12 euro, 5-dniowy -  18 euro,  karta magnetyczna - 8 euro, najmniejsze doładowanie za 34 euro wystarczy na dwa tygodnie

inne ceny:

kino - 10-15 euro
benzyna  - od 1.35 euro/l
taksówka z centrum Helsinek na przedmieście - 15-25 euro

noclegi

to słaby punkt Helsinek z perspektywy obcokrajowca szukającego pracę. Po prostu jest drooogo
kemping - 10 km od centrum, noclegi od 14 euro za osobę w grupie
schroniska - od 14 euro w pokoju wieloosobowym
hostele - od 16 euro  w pokoju wieloosobowym
pensjonaty- od 25 w dwójce

środa, 07 czerwca 2006
Helsinki - niezbędnik emigranta
Pomocy -  piszę niezbędnik emigranta dla rodaków, których los z jakiegoś powodu rzuci do Helsinek, po to żeby się nie miotali bez potrzeby, tylko choć trochę użyli doświadczenia tam-już-bylców. Jak jeździć, na jakich biletach, gdzie jeść i spać itd. Trochę własnego doświadczenia mam, ale przecież niewiele, rozmawiałam też dużo z ludźmi, ale co to znaczy siedem dni. Więc proszę - dla dobra wspólnego, jak się da pomóżcie. Na przykład mam kłopot ze sprawą mieszkania  - wiem, że najlepiej wynająć na lato od studentów, ale jak to zrobić? Gdzie są studenckie ogłoszenia?
wtorek, 06 czerwca 2006
Helsinki- powrót

Pierwsze, co mnie zdziwiło, to ciemność. Zobaczyłam ją na lotnisku w Berlinie. Zdumiewające, że tak wygląda noc. Wiem,wiem - zaraz mi ktoś wypomni, że białych nocy wcale jeszcze nie widziałam. Oczywiście, ale i ta czerwcowa namiastka mi wystarczyła, żeby niewiele spać. Przez cały pobyt w Helsinkach czułam się fizycznie wyczerpana, ale wewnątrz chodził mi jakiś dziwny „motorek”. To, że spałam parę godzin w nocy niczego nie zmieniało.

Oczywiście, nie chcę przesadzić, żadnego dramatu w tym nie ma. Taka sobie ciekawostka. Wy też tak macie?

Na mnie-przyjezdnej naprawdę duże wrażenie zrobiła jasność za oknem podczas nocnego koncertu w pubie. Po prostu - nowość. W Juttutupie grali jazz (wokalista z blond grzywką zaczesaną na mokro do tyłu, słodkie łabidubi, żaden modern jazz), wewnątrz tłum się kiwa, a za oknem - nieustające popołudnie.

Co będzie, kiedy w Helsinkach nastanie noc?

Helsinki - fiński sen

No i nie dostanę granatowego garniturka oraz nie sprawdzę, jaką byłabym pokojówką. Ech... Bo ten polski entuzjazm w Helsinkach to trzeba sobie między bajki włożyć.  Oczywiście - menadżer Ritta obiecała mi pracę, ale potem zachowała się, naturalnie, po fińsku. Ale po kolei:

Prosto z hotelu pobiegłam na pocztę główną - tam jest biblioteka z darmowym internetem* , napisałam sobie list motywacyjny do Ritty, bo przecież z  mojego CV nijak by nie wyszło, że jestem konkurencyjną pokojówką  (fizycznie to ja pracowałam dawno temu, kiedy byłam studentką, z potem najwyżej pomagałam w polu). Ritta wprawdzie mówiła o kilku wolnych miejscach i że najpierw zostanę na wakacje, ale potem może i na zawsze. Ale wiem, że w Helsinkach w każdej pracy jest zawsze silna konkurencja.

Przy komputerach - kolejka. Zanim rozpracowałam system (czyli jak sie dopchać do wolnego kompa, a tam tłumy ludzi!), napisałam i wydrukowałam , minęła prawie godzina. Kurde, jeszcze to podanie po fińsku! Masa rubryczek z krateczkami, wszystko w języku słabo przeze mnie rozbieralnym. Za mało czasu, żeby ścigać znajomych polskich studentów. Zaczepiłam na ulicy przypadkowego Fina. - Ach, ty się starasz o pracę...- wyjąkał, od razu  znudzony. - I co, myślisz , że bez znajomości finskiego ją dostaniesz...?

Ale potem na stojąco, na chodniku wypełnialiśmy rubryczki:  kim jestem, co umiem, co bym chciała umieć, adres bliskiej osoby, gdzie mieszkam, gdzie pracowałam... wszystko po to, żeby się starać o posadę pokojówki. Tylko że takie papiery są w Helsinkach ważne, a już najlepsze są dobre referencje. Wypełniliśmy. Dzwonię do Ritty. Cztery godziny do odlotu. Odbiera po kilku próbach:- Ja już wypełniłam dokumenty, może byśmy sie spotkały dzisiaj?

No i wtedy z Ritty wyszedł Fin. Jest zajęta. Totalnie i beznadziejnie. Więc nie da się przyspieszyć. Spotkamy się w....czwartek. O której mi pasuje? Dobra, dziesiąta,  już sobie zapisuje moje imię i nazwisko - poprawnie potwórzyła obydwa.

I koniec. Żegnaj Finlandio. Ostatni lancz - za 8 euro najadam się do syta u Chińczyka, który serwuje szwedzki stół. Jest Agnieszka z Kristerem - wyrwała się, choć w czwartek ma egzamin na kolejne studia. Chce skończyć kurs antropologii. ale tam sa ograniczone miejsca dla cudzoziemców. Tylko w tym upatruje swojej szansy na lepsze zatrudnienie, liczy na kolejny punkt do CV. Przecież wysyła ich czterysta w jednym sezonie. A na razie ma  tylko zastępstwa za nauczycieli angielskiego. Z natury swojej dobrze ludziom życzy, ale w tym wypadku jest zadowolona, kiedy często chorują. Przyszła też Ola - ta, którą poznałam w kościele polskim - widać już stanowimy polską rodzinę w Helsinkach. Wciskamy Oli moją potencjalną pracę w hotelu, ale chyba nie ma ochoty. Może zrobi następny kurs z fińskiego. - W Stanach w każdej gazecie były ogłoszenia o pracy na każdym rogu ją mogłam znaleźć! A tu się muszę uczyć tego pokręconego języka- Ola narzeka.

Takie są Helsinki. Miasto, w którym każdy mówi z tobą po angielsku, tak że nie odczuwasz zupełnie przymusu nauki fińskiego. Za to o pracy nikt po angielsku rozmawiać nie chce. Po którym włóczyłam się z osamotnionymi Polakami, mieszkałam w jednym hotelowym pokoju z zagubioną Australijką, a żeby wejść do hotelu musiałam mówić do domofonu: Priwiet, ja iz nomiera dwadcatszest. Miasto, w którym przy placu Czerwonym stoi największy budynek związków zawodowych, jaki w życiu widziałam, a samorząd za publiczne pieniądze remontuje zabytkowe wille tylko po to, żeby malarze mieli gdzie malować, a pisarze mieli lepsze warunki do pisania. I gdzie najlepiej być studentem, bo tylko wtedy można mieszkać trzy razy taniej, niż lud pracujący. I gdzie nie przespałam spokojnie ani jednej nocy, bo do północy był dzień, do czwartej - wieczór, a potem znowu poranek.  

I wrócę tu - na niedźwiedzie i pojeździć na reniferze. Na pewno nie po to, żeby szukać pracy jako malarz albo pokojówka. Zbyt ubogie mam do tego CV.

* PS

biblioteka z darmowym internetem - extra system, bardziej by się przydał u nas, bo chyba mamy więcej „bezsieciowych” obywateli. W bibliotece jest kilka stanowisk komputerowych, żeby się zalogować, trzeba wziąć numerek z automatu - jak u nas np. w bankach. Do tego jednak trzeba mieć kartę biblioteczną - ale spoko, kto jej nie ma, dostanie od obsługi specjalną, dla gości. Potem jest 15 minut na serfowanie. Jak wykorzystasz - komputer się wyłącza. Możesz sobie  znowu wziąc numerek, trzeba tylko pamiętać, że zazwyczaj jest już do komputerów kolejka i kiedy idziesz po przedłużenie czasu, od razu ktoś cię podsiada. Drukować też można  - 30 centów za stronę

PS

Info dla poszukujących pracy: pokojówek szuka Radisson przy Mikonkatu (po tej stronie, gdzie dworzec kolejowy, na zapleczu przylegającego do dworca placu). Prawdopodobnie są też wolne miejsca w agencji SOL Palvelut OY przy Vanhatalvitie 19A  (np. w hotelach Sokos)- oni dają ogłoszenia na ministerialnej stronie i w każdym jest zastrzeżenie o znajomosci języka fińskiego, ale jak mi powiedziała po cichu (niestety, dla mnie  za późno) szefowa pokojówek jednego z hoteli - mozna zlać ten zakaz, bo zbliżają się wakacje, są miejsca i trzeba rąk do pracy. Płatne 6-9 euro za godzinę. Warto spróbować, może uda się zdążyć przed fińskimi studentami.

poniedziałek, 05 czerwca 2006
Helsinki - znalazlam prace. Kurcze.
Nie matura, lecz chec szczera...Oczywiscie w kazdej ofercie jest jezyk finski, oczywiscie w biurach pracy i outsourcingowych firmach nie beda rozmawiac  inaczej jak po finsku, w knajpach tez, jesli maja dosc pracownikow. A maja. Ale zdarza sie inaczej. 
Wczoraj poszlam do kosciola na polska msze. W Rzymie po kosciolem polskim znalazlabym prace w trzy minuty. Nie taka, to inna, nie na godziny, to na stale. Moze zle platna, ale znalazlabym. Ale w Helsinkach po kosciolem, w ktorym raz w miesiacu odbywa sie msza w jezyku polskim gromadzi sie kilka-kilkanascie osob. Tzw. stara Polonia zazwyczaj, czyli nie ci, ktorzy szukaja pracy. Jedyna oferta na tablicy w jezyku polskim to informacja o zebraniach polskiej grupy AA. W dodatku msza sie nie odbyla  - polska siostra poinformowala o tym za posrednictwem pani z Polonii, telefon byl juz po godzinie rozpoczecia.
Poznalam  Ole ze Szczecinka, swiezo poslubiona Finowi. Ola od razu zaczela od kursu finskiego - 130 euro za miesiac. Zadnych szans na prace, nawet jej maz Timo nie moze jej nic znalezc. Spotkalam tez dwoch monterow, ktorzy buduja pod Helsinkami centrum handlowe. Prace maja przez posrednika z Polski, zarobia najwyzej 2 tys. zl na miesiac. Wiedza, ile zgarnia posrednik. Chcieliby sobie znalezc robote bezposrednio ale nie maja szans - hotel, praca, hotel, praca i nie znaja slowa w jezyku tubylcow.
Helsinki na wszystkie sposoby probuja odstraszyc obcych od szukania pracy. Gdybym stracila swoja, nie szukalabym zajecia tutaj, o nie. Ale rzutem na tasme, po wieczorze  spedzonym w pubie, w ktorym przesiadywal Lenin, obmyslajac rewolucyjne play, poszlam do jeszcze jednego hotelu. Znowu swieci slonce, alergia mi sie wiec uaktywnila - weszlam totalnie splakana. Zapytalam boya, o zrobic, zeby dostac prace. - Znajdz menadzera, umow sie, u nas pracuje jeden chlopak z Kanady, tez nie zna finskiego.
 O menadzera pytalam w recepcji polykajac alergiczne lzy. Musialam zrobic wrazenie. Przyszla menadzer Ritta w dobrze skrojonym garniturze (te Helsinki sa troche jak seksmisja - same kobiety... ale o tym kiedy indziej). Postanowilam byc szczera. - Nie znam finskiego, jestem nowa w Helsinkach potrzebuje jakiejkolwiek pracy.
No i maja miejsca - moge byc pokojowka! Na cale lato, na caly etat, a moze i po wakacjach. -  Gdzie pracowalas w kraju?
- Bylam dziennikarzem, ale rzucialm prace i postanowilam zaczac zycie od nowa - wysypalam zaskoczona.   - Nie przeszkadza ci, ze nie mam duzego doswiadczenia w sprzataniu? - dopytalam jeszcze.
- Liczy sie motywacja - uslyszalam. - Bo to ciezka praca.
W internetowej kefejce w bliblitece na poczcie glownej (darmo kilka stanowisk internetowych) drukuje wlasnie CV, musze wypelnic jeszcze podanie po finsku, Ritta mnie przepraszala, ze nie maja angielskich formularzy. Helsinki z nowa twarza - mam jeszcze tylko piec godzin do odlotu.
sobota, 03 czerwca 2006
Helsinki i swieta sobota

Leje,odkrylam darmowy komputer w informacji turystycznej. Praca tutaj jest kwestia czasu. Trzeba go tylko miec duzo na szukanie zajecia. Tam gdzie dzwonilam pytali o telefon- trzeba miec finski numer, nie zaplaca tez bez konta w  banku. Mozna  je podobno zalozyc od reki. Chcialam to zrobic dzisiaj - w razie pracy  juz by bylo z glowy. Ale w sobote tu wszystkie urzedy i banki zamkniete. W Finlandii i tak wszystko zalatwia sie przez internet. Wczoraj poznalam Agnieszke, ktora w jednym sezonie wyslala 400 CV- zna plynnie angielski i finski, ale po prace musiala wyjechac do Irlandii.- Sledzilam w internecie oferty i natychmiast wysylalam cv. zazwyczaj byly to oferty nieaktualne, firmy po  prostu musza sie wykazac , ze szukaly pracownika, chociaz miejsce jest juz zajete.

Agnieszka obserwuje zmagania Polakow w poszukiwaniu pracy  i wpadla na pomysl, ze moglaby tlumaczyc dla nich oferty z finskiego oraz pisac cv. Cene  obliczyla na 20 euro. - Tylko watpie, czy rodacy sa gotowi tyle zaplacic - mowi.

Wczoraj w konsulacie dowiedzialam sie, ze trzy razy w tygodniu co najmniej przychodza zagubieni Polacy - bez  pieniedzy i zdumieni, ze nie znalezli zajecia. Helsinki sa trudne, ale zawsze mozna sie wybrac do mniejszych miejscowosci:w sezonie najlepiej na truskawki, prawdziwki. Ale to tez lepiej sobie zalatwic wiosna.  

piątek, 02 czerwca 2006
Helsinki - dobra, niech pani przysle CV

Helsinki, dzien czwarty. Zadzwonilam do bezplatnej gazety Metro - Pracownikow dobiera nam posrednik - uslyszalam. To ten posrednik, ktory nie chcial nawet mojego podania bez znajomosci finskiego. Dodzwonilam sie do kolejnego wlasciciela firmy remontowej: nie zrazila go moja nieznajomosc jezyka finskiego, ani fakt ze jestem kobieta - chce CV. Do prac malarskich. Ale wreszcie! Po raz pierwszy nie uslyszalam od razu nie. Wysle, ale nie doczekam juz rozmowy kwalifikacyjnej, bo na nia czekalabym tygodniami. Dominik w kwietniu zlozyl podanie do firmy rekrutujacej ochroniarzy i sprzataczy do duzych supermarketow. Po miesiacu przypomnial im sie, dal drugie CV, po dwoch tygodniach zaprosili na rozmowe. Dwa dni temu wezwali go do pracy. Codziennie od szostej do dziewiatej szlifuje podlogi na stoisku z kosmetykami za ok. 7 euro na godzine. Niewyspany i zadowolony, bo bezpieczny - konczy mu sie stypendium, potrzebuje pieniedzy. A popoludniami bedzie mogl pracowac nad swoimi grafikami.

Wlascicielka pensjonatu, w ktorym sie zatrzymalam (pensjonat w cenie najtanszego hostelu a i tak drogi. Tu nawet kampingi za drogie na to, zeby mieszkac czasowo w poszukiwaniu pracy) na wiesc ze szukam pracy wyciagnela rosyjska lokalna gazete:- No, co ty, znajdziesz prace bez finskiego - chciala mi udowodnic.  Pierwsze ogloszenie: sprzataczka. jezyk finski plynnie w mowie i pismie. Drugie ogloszenie: sprzataczka. Jezyk finski plynnie w mowie i pismie. I tak dalej. Wlascicielce hotelu opadla szczeka: - No to idz, ucz sie . Kurs na uniwersytecie kosztuje tylko 180 euro. Po trzech miesiacach bedziesz plynnie mowila.

Hostele za drogie, mieszkania niedostepne: plastyk po wroclawskiej ASP Tomek (8 lat w Finlandii) z zona Maria wynajeli wlasnie okazyjnie 70 m w dzielnicy oddalonej o 20 minut jazdy pociagiem od centrum - 600 m miesiecznie. Musieli sie wyprowadzic z mieszkania studenckiego, a w miescie dwa razy mniejsze mieszkanie kosztowaloby ponad tysiac euro. W studenckim mieszka tez Agnieszka z Lublina ( w Finlandii od 1998 r z przerwami) - ale to dlatego  ze jej maz pracuje na uczelni  - 340 euro za 37 m, ale za to na parterze jest darmowa sauna!

czwartek, 01 czerwca 2006
Helsinki - ach, gdybym umiala klasc kafelki...

Zapytalam z marszu o prace w kilku knajpach (bez finskiego nie da rady - oczywiscie), zaczepilam Fina rozdajacego gazety: zadzwon do szefa, ale placi mniej obcokrajowcom - powiedzial. Ale okazalo sie ze to ten sam, ktory dzien wczesniej obiecal, ze oddzwoni. I nic. Gdybym umiala klasc kafelki, znalazlabym prace natychmiast u dwoch bardzo zyczliwych przedstawicielek helsinskiej polonii: finskie firmy sa dla nich za drogie. Chcialy na spolke sprowadzic robotnikow z Polski, ale i to  spelzlo na niczym: - Wlasciciel firmy remontowej chcial 12 euro za godzine, to za duzo - mowi  Renata. Nie chciala negocjowac, uznala, ze skoro robotnik ma tak wysokie wymagania, to nie spusci z ceny. Nie chcialaby sie tez rozliczac za godziny:- Bezpieczniej dla mnie by bylo, gdyby okreslil gorna granice.

A tu dwa mieszkania do remontu!

Moi nowi polscy znajomi mnie uspokajaja - jeszcze sie nie zdarzylo, zeby znalezc prace w trzecim dniu pobytu. A pol dnia lokalizowalam posrednikow - skonczylam z prywatnymi, bo tam bez finskiego nie rozmawiaja. Poszlam do oficjalnego urzedu pracy. Dostalam ulotke z adresami:- Sa dwa biura, ktore obsluguja obcokrajowcow - powiedzieli. Pojechalam pod pierwszy adres, do biura w zwyklym wiezowcu wchodzilam razem z Turkiem:- Oj, bez finskiego nie dasz rady - uslyszalam znajomy refren. Panie za kontuarem usmiechnely sie: - Tu cie skierowali? Zapomnieli, ze  Polska jest w UE. My tu obslugujemy tych spoza UE.

Jechalam z powrotem do biura w centrum. Wreszcie dobrze trafilam. Czy w ogole mozna dostac prace bez znajomosci finskiego? Zapytalam od wejscia bez ogrodek. - Mozna, mozna, a co pani potrafi?

Wymienilam sprzatanie, malowanie, roznoszenie ulotek, powiedzialam ze jestem dobrym kierowca. - Sprzatac sie nie da bez znajomosci finskiego, bo dzisiaj tak trudno sie zorientowac, ktory proszek do czego pasuje i jak nalezy wymieszac. Kierowca byc nie mozesz ,bo klienci mowia po finsku a zlecenie tez sa po finsku. Zacznij najlepiej od malowania, skoro potrafisz.

Nie widziala problemu w tym, ze jestem kobieta. - W Finlandii to nie ma znaczenia - powiedziala. - Tylko w Polsce nie wszedzie kobiety moga pracowac z powodow religijnych.

Dostalam sterte ofert. Oczywiscie po finsku, ale to urzedniczka mi je wyszukala i objasniala, co znacza ktore  nazwy. Udalo mi sie wydzwonic kilka adresow: - Ty lepiej jedz do Estonii - powiedzial jeden z oferentow. Najpierw wypytal ile mam lat, czy jestem mezatka, czy mam dzieci i ile chce zarobic. Krecil, nie chcial sie spotkac, kazal pisac maile, chociaz w ofercie go nie podal.W koncu przyznal, ze kobiety nie bedzie zatrudniac, bo ma samych mezczyzn. Chociaz uwielbie Polakow.

Dwoch oferentow nie potrafilo mowic po angielsku. Ale dwoch innych rozmawialo rozsadnie:- Bedzie praca w wakacje, kiedy robotnicy wyjada na urlop - uslyszalam. Nie wiem tylko, czy to nie wykrety.

W Helsinkach nie ma pracy tymczasowej dla obcokrajowcow. I juz.

środa, 31 maja 2006
''Po angielsku nie przyjme podania''

nadaje znowu bez polskich znakow, tym razem z Wayne's caffee - sieci kawiarnianej, w ktorej mozna sie dostac  do sieci za darmo (w kacie za stolikami  stoja komputery,jesli nie masz za plecami kolejki, piszesz jak dlugo chcesz). I nie mam pracy. Pomna nauk  moich juz znajomych helsinskich studentow, chce sie starac o prace wedlug finskiej mody - ide do posrednika po oficjalne podanie. W popularnym Staffpoint panienka zza kontuaru usmiecha sie przepraszajaco:-  Jesli nie znasz finskiego, nie skladaj nawet podania.

Biore mimo to formularz. Jest oczywiscie po finsku, pomaga mi go wypelnic Robert, ktoremu pomogla w tym finska wspollokatorka. Robert jest w Helsinkach na studenckim stypendium,w urzedzie opracowuje znaki kartograficzne. Wystarczy mu na mieszkanie i skromne utrzymanie. Po jedzenie jezdzi do Tallina: wydal 20 euro na prom i wrocil z plecakiem pelnym ryzu, sloiczkow z sosem oraz kilogramami sera. Chcial dorobic do stypendium- w posredniakach odbil sie od kontuarow przez nieznajomosc finskiego. Na pamiatke trzyma sterte ofert ktore by go interesowaly, gdyby umial je zrozumiec. Wzial sprawy w swoje rece: obszedl okoliczne restauracje, po trzech tygodniach zatrudnil sie jako pomoc do zmywania. Piec dni w tygodniu, po piec godzin. - To restauracja roku, dobrze bedzie wygladala w CV - cieszy sie. Moze pojde w jego slady i poszukam takiej pracy. Ale to byl chyba cud. Tak uwaza Joanna, ktora dzisiaj jest przewodniczka dla Polakow oraz nauczycielka gry na skrzypcach. Ale 15 lat temu zaczynala jako kelnerka, chociaz miala swiezy dyplom mgr akademii muzycznej w kieszeni:- Przyjeli mnie cudem, cala  noc uczylam sie nazw zwyczajowych piwa, potem bylam atrakcja klientow ktorzy chcieli rozmawiac po angielsku.  

Joanna uwaza, ze Finowie boja sie pracownikow zza granicy. - Nie wiedza, jak Polacy potrafia pracowac, trzeba ich do tego przekonac - mowi.  Jest pod wrazeniem firmy stolarskiej z Ostrody, ktora jej w dwa tygodnie zabudowala kuchnie i wziela tylko 5 tys zl.  - Dotrzymali terminu,na montaz wpadli rano, opowiedzieli pare dowcipow i juz mialam kuchnie - mowi zachwycona. I opowiada mi, jak po finsku budowala szafe wnekowa w salonie:- Trzy miesiace: najpierw projekt u architekta, potem jedna firma robila polki, a druga je montowala, jesli trzeba bylo przesunac kontakt, musialam wzywac elektryka, ktory za jeden punkt bral  100 euro!

Wszystko wskazuje na to, ze Finlandia to raj nieodkryty dla polskich zlotych raczek.

wtorek, 30 maja 2006
Helsinki - zadzwonimy do pani
Dzisiaj bez polskich znakow, poniewaz pisze z komputera studenckiego w akademii sztuk pieknych-Dominik i Pablo maluja tu jedna z hal w ramach zarobkowej pmocy studentom. Bardzo sa zadowoleni, robota bedzie jeszcze na jutro. Ja nie moglam sie zalapac- to by bylo oszustwo uznali moi nowi koledzy.- Oni by ci dali prace, bo sa zyczliwi i chca pomagac za wszelka cene, ale przeciez ty nie potrzebujesz tych pieniedzy - wykladal mi swoja etyke Dominik. Uznalam, ze ma racje. Zwlaszcza, ze troche go przeraza moje szukanie pracy na zywo: sploszyl sie, ze co powie, od razu znajduje w internecie. Ale umowilismy sie, ze jednak piszemy, a jesli uzna, ze wysypal sie z czyms intymnym - powie mi to.
Mam za soba pierwsza probe znalezienia pracy. Zadzwonilam do darmowego dziennika, czy nie potrzebuja ludzi do rozdawania gazet na ulicach. Telefon wybralam po prostu z redakcyjnej stopki. Byli bardzo grzeczni, zgodzili sie na rozmowe po angielsku, zapytali ktora dzielnica mnie interesuje - kazda, sypnelam, moge przeciez dojechac. Najmniej 500 euro miesiecznie za prace trzy razy w tygdoniu po 8 godzin. Jak dobrez zasuwasz i rozdasz duzo gazet a jeszce wiecej umiescisz w skrzynkach pocztowych - nawet 2 tys.! Ale na razie nic z tego. - W przyszlym tygodniu bede wiedzial, ilu pracownikow wyjezdza na wakacje- wytlumaczyl mi czlowiek w sluchawce. Najpierw wypytal gdzie dokladnei mieszkam i czemu zdecydowalam sie pracowac w Helsinkach, czy moze studiuje. - A moze przyjde, porozmawiamy , zeby pan wiedzial, z kim ma do czynienia? - probowalam sie umowic. - Zadzownie, kiedy beda miejsca wolne, wtedy sie zobaczymy - uslyszalam.
- Nigdy nie mowia nie - skomentowal ze sceptycznym usmiechem Tatu, student helsinskiej akademii sztuk pieknych (jutro pewnie bedzie juz absolwentem, bo podchodzi do egzaminu dyplomowego). - Trzymaja twarz, sa zyczliwi, nie powiedza dlaczego naprawde nie dostalas tej pracy.
Tatu - artysta - sam potrzebuje pracy dorywczej. Rozumie moj bol. Razem sie smiejemy, ze moze lepiej nie znajdowac tej pracy, bo wtedy gazeta mi powie: Ok ,znalazlas, to juz sobie tam zostan. - Bez jezyka tutaj trudno zostac nawet sprzataczka - przyznaje Tatu. - Pracodawcy przebieraja, podnosza wymagania zeby miec dyplomatyczny pretekst w razie odmowy. U nas ajuz nie ma sprzataczek, sa menadzerowie do spraw higieny. A do tego trzeba znac jezyki,prawda?
Jeszcze trudno jest mi poruszac sie po miescie. Dagny wspanialomyslnie dala mi mapki. Moj plan przywieziony z Polski trzeba by rozkladac na szescioosobowym stole za kazdym razem. Ale te mapki sa dziwne: ta, na ktorej jest rozklad tramwajow i metra, ma niewyraznie oznakowane ulice (nazwy sa zasloniete przez wyrysowane linie komunikacyjne), a ta z dobrym planem ulic nie ma srodkow lokomocji. Zapytalam o droge gupke mlodziezy - od razu obalilam mit Finow doskonale ze szkoly znajacych angielski. Ale jakos tam dedukuje. Kupilam bilet 5-dniowy - za 18 euro moge sie wyjezdzic na full. Jeszcze lepiej jest z karta magnetyczna - za 34 euro dwa tygodnie w te i nazad kazdym srodkiem lokomocji - to dobre dla studentow i pracujacych, krecacych sie w kolko po miescie ludzi. Ale trzeba miec zameldowanie.
Przeszkadza mi slonce, wiem ze to bluznierstwo w tej szerokosci geograficznej, ale mam okropna alergie, chodze w ciemnych okluarach, caly czas placze. Mialo padac, a swieci tak ostro...
Nocleg znalazlam tuz przy dworcu - pensjonat prowadzony przez Rosjanki. ucieszyly sie ze moga do mnie mowic po rosyjsku, po angielsku sobie nie radza. MIejsce w dwuosobowym pokoju kosztuje 25 euro. Na pewno nie jest to propozycja dla rodakow szukajacych pracy.
Ide teraz do biura posrednictwa pracy. Dominik mnie lojalnie uprzedza, ze oferty daja tam w komputerze i tylko po finsku.
A. oraz Malgorzata, wysylam do was maile z telefonem. Chcialabym sie spotkac.
Helsinki - doleciałam

Przez Amsterdam wprawdzie, ale dało radę. Holenderskie linie bardzo przyzwoicie zajęły się moim bagażem - plecak doleciał. Autobusy o północy to nie mit- jeżdżą, a kierowca pomógł mi wysiąść na właściwym przystanku. 3,6 euro z portu lotniczego do niemal centrum.  Zaryzykowałam i z  proponowanego noclegu skorzystałam - i tu niespodzianka: koleżanka Oli z bloga u której miałam zamieszkać  - Dagny, dzieli lokal z ...Dominikiem, z którym i tak miałam się spotkać. Naprawdę przypadek! - Ja też pierwszy adres w Heslinkach dostałam od dziewczyny poznanej na promie - bagatelizuje Dagny. Oboje studiują na Akademii Sztuk Pięknych - Kuvataideakatemia, czasem ze stypendiami, czasem bez. Razem wyszli po mnie na przystanek i dzisiaj nocuję w ich studenckim mieszkaniu (normalnie trzeba płacić 240-300  euro za pokój we wspólnym mieszkaniu,po fińsku hoas, chyba że na głębokich przedmieściach, wtedy wystarczy 170 euro miesięcznie; a za studenckie płacą 180 euro). Trzeci współlokator Pablo z Chile  zrobił mi fińską kanapkę: tosta z sadzonym jajeczkiem i posmażaną parówką  - pycha! Jutro idę malować z chłopcami halę na ich uczelni- dostali taką robotę w ramach uczelnianej pomocy studentom. Za godzinę ok. 10 euro. Ale ja się chyba nie załapię: - Musiałabyś mieć konto, adres i kartę podatkową - straszy Dominik. Bo Finowie to legaliści maksymalni. Na przykład Dominik próbuje załapać się do pracy w ogrodnictwie, czyli na cmentarzu. Powinien złożyć podanie w styczniu i czekać aż się zwolni miejsce - wtedy dzwonią do kolejnych osób z listy.  Siedzimy nad żubrówką, Dagny pokazuje fotki z Laponii (właśnie wróciła z wyprawy autostopem, w trampkach na śnieg), za oknem jaśniutko. Jest niewiele po drugiej w nocy (!). Kiedy pprzed pierwszą szliśmy, też nie potrzebowaliśmy latarki. Ale to namiastka, żeby podziwiać  prawdziwe białe noce trzeba by się wybrać bardziej na północ.
Jutro szukam pracy. Ma przyjść Tomasz - Czech, który pracował dorywczo w domu opieki społecznej, ale już wyjeżdża. Może zdobędę posadę po nim...

poniedziałek, 29 maja 2006
Helsinki o północy

a na razie Berlin. Dojechałam ze Szczecina busem - od nas takie chodzą na życzenie, jak na stałej linii miasto-lotnisko. Do Berlina mam sto kilometrów, dojazd kosztuje 75 zł. W związku z tym nigdy chyba nie wylecę z Warszawy - to by oznaczało sześć godzin w pociągu za ponad sto złotych.

Już po odprawie, czekam na lot do Amsterdamu, Helsinki w związku z tym niedostępne nadal. Będę dopiero o północy. Liczę, że holenderskie linie nie zapomną przełożyć mojego plecaka na pokład drugiego samolotu. Ola z bloga zaproponowała pierwszy nocleg - u koleżanki, też Polki. Nie zdążyłam zamówić hotelowego pokoju, poszukam więc następnego dnia. Mam przyjąć zaproszenie? ...Dojadę nocnym autobusem. Nazwa przystanku jest nie do wymówienia, chociaż u jej źródeł tkwi niewątpliwie „swojsko” brzmiące railwaystation, ale nasycone jeszcze wieloma samogłoskami. Do wszystkich wskazówek Ola dołączyła jeszcze dopisek: nie martw się tu jest bezpiecznie.....Jest...?
Od środy szukam pracy z Dominikiem. Szwagier koleżanki. To znaczy, na razie umówiliśmy się, że będę mu towarzyszyć podczas jego poszukiwań. Dominik poprawia w Helsinkach swoje umiejętności graficzne. Ale żeby studiować, musi zarabiać. - Mówią, że w Helsinkach jest mnóstwo ofert pracy. Tylko ja chciałbym wiedzieć gdzie - powiedział mi z przekąsem. Oczywiście - są to oferty wyłącznie w języku fińskim. Dominikowi stuknęły dwa lata w Helsinkach, ale dopiero zaczął sobie dobrze radzić z mówieniem. Mam jeszcze kontakt do firmy handującej drobiem z Polską właśnie. Może i tam potrzebują pracowników. Kupiłam przewodnik - zaniżają ceny hoteli.

niedziela, 28 maja 2006
Suomi- Finlandia hermetyczna?

Nadzieja mnie opuszcza. Straszą mnie wszyscy: na żywej polskiej stronie i Finlandii: aurinko.prv.pl (Tomek- dziękuję za zaproszenie!) w temacie praca same minorowe nastroje.

Próbki, proszę bardzo: ”Finlandia to nie Republika Irlandii ani Wielka Brytania. (...) będziesz spał w parku, a to już prowadzi do aresztu i wydalenia z kraju. Nie ma zabawy z adresem zamieszkania - w postaci kartki z hostelu - Twoje nazwisko ma być na tabliczce widoczne dla wszystkich. To samo z ID i kontem bankowym, nie jesteś programistą z doświadczeniem możesz o nich zapomnieć. Wiem, rozpostarłem apokaliptyczną wizję - to wszystko jednak, aby oszczędzić szoku. Tak, tak - Finowie wysyłają wszystkich na kursy językowe i oswajające z ich postrzeganiem świata. Nie czujesz się na siłach - wybierz Celtów!”.

BAILEY: tu się nie da zaatwić pracy na czarno, bo Finowie mają święty stosunek do prawa.

THAYA: to troche paranoiczne,że z jednej strony potrzebują obcokrajowców, bo się starzeją, a z drugiej strony nawet na krótko niechętnie przyjmują

I takie to są polskie wrażenia z Finlandii.
No, więc pomysłowi rodacy wymyślili nielegalny patent - zarabiają „na obrazek”. Czyli domokrążnie sprzedają wydrukowane grafiki komputerowe pod hasłem ”zbieram na leki dla chorego dziecka”.

Oczywiście, tak się bawić nie będę. Wykorzystam telefony do pośredniaków - takich ministerstwo pracy podaje mnóstwo. Jak są skuteczne - dopiero się przekonam.

Faktycznie: Finlandia się starzeje. Bardziej, niż inne kraje Unii Europejskiej - pisze się o tym nawet w raportach rządowych. Przyczyna? Wiek emerytalny osiągnęły dzieci powojennego boomu demograficznego. Finowie przyznają, że bez pracy imigrantów sobie już nie poradzą. Dlatego fińskie ministerstwo pracy wypuszcza elaboraty o potrzebie zatrudnienia imigrantów, zaprasza, ach wita serdecznie i namawia do przyjazdu. Tylko że spośród ponad dwóch tysięcy ofert pracy (zdołałam przejrzeć kilkaset) dla wszystkich zawodów: od traktorzysty, po dyrektora - jest tylko kilka w języku angielskim! Kryteria doboru są proste: jeśli oferta jest tylko po fińsku - jest dla tych, którzy ją zrozumieją. W wersji dwujęzycznej znalazłam raptem kilka ogłoszeń - głównie au pair. Ale - oferta świeża, na CV czekają do połowy czerwca - mogłabym zostać też sekretarką jednego z ambasadorów. Gdybym tylko miała certyfikat oraz 3-letnie doświadczenie zawodowe i trochę chociaż znała fiński (angielski płynnie). Nie mam certyfikatu, odpadam. Z fińskich ofert zrozumiałam, że w okolicach Turku mogłabym jeździć na traktorze. Daliby nawet Johna Deera, co się chwali. No, ale ja na razie „En puhu suomea” - nie mówię po fińsku, mam problemy nawet z powtórzeniem ”dzień dobry”, trudno więc przyjąć, że zrozumiem, które pole należy zaorać. Mimo to, ostrzeżenia zamieszczonego na stronie ministerstwa pracy, że lepiej najpierw znaleźć pracę przez internet, a dopiero potem wybrać się do Finlandii, nie zdążę już posłuchać - jadę w poniedziałek. Aurinkowcy i inni, już na miejscu - liczę na waszą pomoc. Marzę o życzliwym przewodniku po Helsinkach i krainie dwustu tysięcy jezior! Odezwijcie się. Nähdään pian - do zobaczenia!

sobota, 27 maja 2006
kto chce usłyszeć

słowo po fińsku - oto link: http://www.ling.helsinki.fi/suopuhe/demo.shtml

na próbę można tę cichę noc wpisać  - i już wiemy, jak się to mówi w Helsinkach! Nie będzie mi łatwo, oj.

Ale, ale  - wypróbowałam tego fińskiego lektora na polskich wyrazach. Polecam. Zwłaszcza w ponury dzień. Doprawdy, trudno sie uspokoić 

nie mogłam sie oprzeć...

Cicha noc po fińsku...(Jouluyö, juhlayö )

Jouluyö, juhlayö.
Päättynyt kaikk' on työ,
kaks, vain valveill' on puolisoa,
lapsen herttaisen nukkuessa
seimikätkyessään,
seimikätkyessään.

Do Helsinek przez Amsterdam

nie jest po drodze, za to taniej. 700-złotowa przewaga linii holenderskich nad niemieckimi (skandynawskie przemilczę).  Mogłabym promem, ale  z Gdańska - dla mnie via Szczecin jednak będzie bliżej z przesiadką w Amsterdamie.
Helsinki na razie jawią mi się jak ląd nie odkryty - tylko 600 km w linii prostej, a już nie wiemy, co się tam dzieje. - Nie mam pojęcia, czy mamy hotel w Finlandii - mówi recepcjonistka sieciowego hotelu w Szczecinie. - Nie znam na pamięć CAŁEJ naszej sieci, a z komputera pani nie powiem, bo mi internet wyrzuciło.
Zbieram świadectwa - mam marne osiągi. Krasiu z redakcji był w Helsinkach, ale rowerem. Znajoma germanistka - na dwudniowej intensywnej konferencji: przywieźli ją z lotniska, wyssali zawodowo, nakarmili, przenocowali  i odwieźli  - nic nie zobaczyła. Krasiu miał przewodnik, ale zgubił w przeprowadzce, z lotniska nie jechał. Zresztą zza kierownicy wszystko inaczej wygląda: pamięta głównie port, do którego zawijają dostawy wódki z Estonii (bo taniej, oczywiście).
W internecie tylko jeden adres pośredniaka do pracy za granicą z hasłem Finlandia.- Miałem jedna ofertę, rok temu  - mówi właściciel firmy z Opola. Na razie odbiera telefony fińskich dziennikarzy: krążą niecierpliwie wokół tematu, bo od maja  Finlandia legalnie zatrudnia Polaków.  Ale pośredniak zagrzewa mnie do walki:- Zaraz się zacznie, sypną się  oferty.
Poza tym w sieci rozpaczliwe posty: szukam pracy w Finlandii - ślusarz, stoczniowiec, para do sezonowego zbierania owoców. Kicha.
 - Mam! Dwóch chłopaków budowało tam drewniane domki  -podpaliła się  moja znajoma. Budowali, ale w Norwegii. W końcu też Skandynawia.
Nagle sobie uświadamiam: Muminki są fińskie! Tam musi być cywilizacja i praca na czarno. Przecież wszędzie są oszczędni ludzie. Znaczy Filifionki.
czwartek, 25 maja 2006
helsinki...

jeszcze tam nie dotarłam, ale już szykuję kozuszek: 15 stopni, pada śnieg. Pracę to można tam znaleźć w przemyśle metalurgicznym, chyba za słaba fizycznie jestem. Naoglądałam sie filmów i wolałabym zostać taxidriverem. To mi się też nie uda, bo nigdy nie nauczę sie wymawiać po finlandzku (sic!) nazw helsińskich ulic. W knajpie się nie zatrudnię bo klienci plus wrzątek to dla mnie bariera nie do przejścia. Rybołówstwo - w to celuję. Ola

| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31