Sześcioro dziennikarzy Gazety Wyborczej przez kilka dni na własnej skórze sprawdzało czy łatwo jest znaleźć pracę za granicą. Ten blog, to ich internetowy notes, o tyle niezwykły, że każdy może tu wpisać swoje komentarze, rady, uwagi. Szczegółowa relacja z dziennikarskiej misji niebawem w Gazecie Wyborczej i TVN 24
Kategorie: Wszystkie | Finlandia | Grecja | Hiszpania | Irlandia | Portugalia | Wielka Brytania
RSS
sobota, 10 czerwca 2006
Polonia i Polacy

Blondyn po 40- tce, zmęczona twarz, ale uśmiechnięte oczy. Dłonie popękane od murarskiej zaprawy, ze śladami palonych prawie do końca papierosów bez filtra.

Ma na imię Sławek. Przypomniał mi się dzisiaj, gdy minęłam na ulicy kogoś łudząco do niego podobnego i o mało co nie krzyknęłam „cześć”. Sławek to jeden z Polaków, którego spotkałam w Barcelonie.

Najpierw w polskim sklepie poznałam Sylwestra, o którym już było (szuka pracy jako ślusarz), a potem odwiedziłam wynajmowane przez jego kolegów mieszkanie na przedmieściach Barcelony. Ostatni przystanek metra żółtej linii. Tam spotkałam Sławka, Sebastiana, Leszka, Tadeusza i Sylwestra.

Sławek: - Gdy przyjechałem u osiem lat temu, miałem w kieszeni 200 marek niemieckich i nie znałem ani słowa po hiszpańsku. Nawet przeklinać nie umiałem, żeby powiedzieć, jak mi źle.

Sławek uciekł z Polski, gdy rozssypało mu się małżeństwo. Sześć tygodni spędził na ulicy. Spał w parkach, na dworcach, chodził na darmowe posiłki i prysznic do schronisk dla bezdomnych. Później znalazł pracę u Polaka, do dziś pracuje na budowie. Niedługo wyjeżdża do Kolumbii, gdzie wyjechała jego latynoska narzeczona. Do Polski wyśle komputer dla córki, a telewizor i DVD dla rodziców. Najbardziej marzy, żeby spotkać się niedługo z córką.

Po co to opisuję tę historię? Bo przypomniał mi się dzisiaj Sławek i jego walka. O to żeby żyć jak najlepiej, nawet jak wszystko dookoła się wali. Panuje u nas taka opinia, że jak ktoś wyjechał na Zachód, a nie został superbiznesmenem albo naukowcem to poniósł porażkę. Oczekiwania rosną, bo tam, za morzem albo oceanem, miał czekać raj. (I co, nie udało się? To jakiś nieudacznik z ciebie).

Właśnie to najbardziej zdziwiło mnie podczas wyjazdu do Barcelony. Ze są Polacy, ale nie ma polonii. Każdy woli trzymać się z daleka od innych, zamilknąć, gdy słyszy polski język.

- Uważaj na Arabów i Polaków- przestrzegała mnie przed wyjazdem Madzia, przyjaciółka od dziewięciu lat mieszkająca w Paryżu. – A jak możesz, to w ogóle trzymaj się od nich z daleka.

W Katalonii i na Balearach mieszka około 8 tys. Polaków.

Jak naprawdę jest z tą polonią? Co myślicie?

ps jutro o kosztach, tak jak obiecałam. I o tym katalońskim. Sorry, ale przeziębienie i gorączka na razie mnie pokonały

22:49, karolina-lagowska , Hiszpania
Link Komentarze (12) »
środa, 07 czerwca 2006
Dziś będzie kryminalnie

witam,
w dalszym ciągu spisywałam dziś wszystko, czego dowiedziałam się na temat pracy w Barcelonie. Miałam szczęście, bo udało mi się w końcu jakąś znaleźć. Nikt mnie nie napadł, nie okradł, ani nie oszukał. Jak również nie byłam świadkiem żadnego rabunku i nie odkryłam żadnych zwłok.

Ale na prośbę kilku z Was i pani konsul, z którą dziś rozmawiałam, podaję garść ostrzeżeń. Nie żeby siać panikę, tylko po to, żeby nikt nie znalazł się w sytuacji zdesperowanych i zagubionych Polaków, dla których szukanie pracy kończy się wielką traumą i desperacją. I w takim stanie lądują w konsulacie, a potem wracają do Polski.

- Po pierwsze, trzeba uważać na firmy pośredniczące w załatwianu pracy. Koniecznie trzeba sprawdzić, czy są zarejestrowane na stronach www.msz.gov.pl. Najpopularniejsze oszustwo polega na załatwianiu pracy, której nie ma. Ktoś, kto szuka pracy wpłaca pieniądze na konto posrednika. Dostaje bilet i jedzie, bo w Hiszpanii ma na niego czekać tenże pośrednik i praca. W rzeczywistości nie ma ani jednego, ani drugiego.

- Kieszonkowcy - w ciągu kilku sekund pozbawią Cię portfela, dokumentów i telefonu. Trzeba uważac, ale najlepiej nie nosić przy sobie ani dokumentów, ani dużej ilości gotówki, ani karty do bankomatu. Rutynowe ostrzeżenie, ale większość Polaków zgłasza się do konsulatu właśnie z powodu skradzionego paszportu.

- narkotyki- na dyskotekach są praktycznie normą. Naiwnością jest pozostawianie swoich napojów bez kontroli lub przyjmowanie zaproszenia na drinka od obcych meżczyzn.

Ameryki nie odkryłam, ale uważać trzeba;-)

PS dziękuję za sugestie, jutro postaram się o krótkie zestawienie zarobków i wydatków, tak żeby każdy mógł było ocenić, czy opłaca się mieszkać i pracować w Barcelonie

22:07, karolina-lagowska , Hiszpania
Link Komentarze (17) »
wtorek, 06 czerwca 2006
Witam z Wrocławia;-)

No i wróciłam do mojego ukochanego Wrocławia...Zanim to się stało, o mało co nie zostałabym przymusowo dłużej w Barcelonie, bo tylko cudem zdążyłam na samolot (awaria jednej z linii metra). Ale kierowca autobusu dał radę.Miał kilku takich zdesperowanych pasażerów i jechał jak w filmie ”Speed”. To była jazda..! A potem przesiadka w Zurychu. W Warszawie - szok termiczny. W wyniku tegoż szoku zabrałam z taśmy swoją walizkę, pobiegłam z nią do toalety. I założyłam na siebie wszystkie najcieplejsze ciuchy. Pogodę to ostatnio mamy - żeby nie narzekać - zimną.

Od niedzieli udało mi się już:
- wyspać
- wrzucić zdjęcia do komputera
- przywitać z kolegami w pracy
Trochę ich chyba zaskoczył mój powrót, bo każdy pyta: to jednak nie zostałaś? Nie miałaś ochoty posiedzieć w Barcelonie dłużej? Albo: to kiedy tam wracasz?Dementując wszystkie plotki oznajmiam, że: nie wracam na razie do Hiszpanii, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. A w ogóle to mam zamiar popracować teraz we wrocławskim oddziale Gazety Wyborczej i dostarczać czytelnikom pasjonujących kryminałów. Tego, prawdę mówiąc, mi brakowało. To tyle. Na pytanie jak było odpowiadam: fajnie. I korzystam na razie z prawa do odmowy dalszych wyjaśnień, bo pracy mnóstwo.


Nika, moja kotka, trochę schudła. Ale od dzisiajszego poranka przynajmniej już nie udaje, że mnie nie zna. Koty jednak są strasznie obrażalskie.

Dziś piszę teksty, które niebawem ukażą się w papierowym wydaniu Gazety Wyborczej. Jeśli macie jakieś pytania albo sugestie - piszcie. Zrobię co się da.

PS pozdrawiam serdecznie moich nowych znajomych z Barcelony, a zwłaszcza ekipę konsulatu i polskich artystów na emigracji:)

17:02, karolina-lagowska , Hiszpania
Link Komentarze (12) »
sobota, 03 czerwca 2006
Adios, Barcelono

Przede mna ostatnia noc w Barcelonie.

Na podsumowania bedzie czas pozniej. Z newsow: tego lata Barcelona potrzebuje 1600 kelnerow. Tyle samo miejsc pracy jest w malych miasteczkach na wybrzezu.

No tak. Wlasnie wczoraj spotkalam grupe Rosjanek pytajacych jak dojechac do Blanes i Lloret de Mar. Praca jest tez w zawodach, ktore wymienialam wczoraj. Zeby sie nie powtarzac dodam tylko, ze hydraulik moze liczyc (tak jak spawacz w porcie) na 3 tys. euro miesiecznie. 

I to tyle, jesli sie przyjezdza tak na wariata, jak ja tydzien temu. Ambicje do kieszeni i baw sie dobrze, w knajpie tez moze byc fajnie,a za cos trzeba zyc. Lepszej pracy trzeba solidnie poszukac i to najlepiej zaczac juz w Polsce.

Poszlam pozegnac sie z Jorge. To wlasnie on znalazl informacje o tych kelnerach.

- Zobaczysz, za kilka lat to my bedziemy do was przyjezdzac w poszukiwaniu pracy- usmiechnal sie.

Duzo by gadac, Jorge. Ja spadam, bo ide jeszcze do Oli i Magdy, ktore stoja na Ramblas jako zywe figury. Infantki Velazqueza w troche upiornej tonacji to wlasnie one. Dziewczyny przyjechaly tu z Londynu rok temu, i jak mowia, miasto je pochlonelo.

Pracuja po 3- 4 godziny dziennie. W dobrym dniu turysci sypna nawet ponad sto euro.

Powodzenia wszystkim, ktorzy tu pracuja i dopiero maja zamiar. Mucha suerte.

Adios, Barcelono:)

22:43, karolina-lagowska , Hiszpania
Link Komentarze (14) »
piątek, 02 czerwca 2006
Polski spawacz w Hiszpanii

Witam,
Ruchliwa ulica w Barcelonie. Zielone swiatlo, piesi przechodza. Czerwone swiatlo, piesi tez przechodza. Na rogu stoja policjanci. Nie wytrzymalam.
- Jak to w koncu jest w Hiszpanii z tymi swiatlami? - pytam.
- No...normalnie. Na zielonym sie przechodzi.
- Ale na czerwonym tez.
- Ludzie przechodza, ale trzeba uwazac. Zreszta kierowcy tez czasem jada na czerwonym. Trzeba uwazac.
- Czesto dajecie za to mandaty?
- Zdarza sie. Ja pracuje trzy lata i dalem dwa, na samym poczatku.
- Acha, czyli mozna przechodzic na czerwonym?
- Zaraz stad idziemy. Wtedy mozna.

Nie dalam rady dowlec sie wczoraj do kafejki internetowej. Od rana mialam spotkania z Polakami i prace skonczylam po polnocy.
Dzisiaj tez duzo biegania, wiec informacje w skrocie.
- Zadzwonili do mnie z hotelu, gdzie w poniedzialek zlozylam CV.Z dazylam juz o tym zapomniec.(Czytalismy pani CV, teraz zapraszamy pania na rozmowe kwalifikacyjna). Szkoda, ze dopiero we wtorek...
- Donata, o ktorej pisalam w srode, dostala prace:)
Znalazlam tez polski sklep. Otwarty do miesiaca, tuz przy Sagrada Familia. Od tygodnia na specjalnej tablicy mozna zostawic albo znalezc ogloszenie. Sylwester, ktorego tam spotkalam, wlasnie tak znalazl najpierw mieszkanie, potem zatrudnienie. Razem z kolegami pracuje tu jako spawacz. W porcie moze zarobic nawet 3 tys. euro na reke. Wlasnie spawacze, monterzy, hydraulicy i budowlancy sa obecnie najbardziej poszukiwanymi fachowacami w Hiszpanii. Konsulat poszukuje tez pilnie stu drukarzy.

W pubach  i restauracjach powoli zaczynaja juz kompletowac obsluge na lato. - Jesli ktos szuka pracy sezonowej, to teraz, kiedy nie ma jeszcze studentow i miasto przygotowuje sie na najazd turystow -uwaza doktor Jacek,internista, ktory prowadzi tez polsko-hiszpanska firme konsultingowa.
Potwierdzil moje wnioski: najgorzej z praca maja tu humanisci.W zasadzie niemozliwe,zeby zatrudnili sie na rownorzednym stanowisku co w Polsce.
Posprawdzalam tez solidnie ceny mieszkan. W ogole, zeby wynajac cale, trzeba strasznie duzo zachodu. To dluzsza opowiesc, wiec moze o pokojach. Najtansze, ze wspollokatorem, mozna znalezc daleko pod centrum (np. stacja metra Besos Mar) za 160 euro. Zeby zamieszkac samemu, trzeba miec co najmniej 250 miesiecznie. Do 500 za b.dobre warunki.
To na razie tyle. Ide spotkac sie z malarzem (obrazow), a jutro z autorem logotypu "Solidarnosci". Mieszka tu od lat.

ps wrzuce wieczorem zdjecia, teraz komputer chyba ma sjeste...

17:28, karolina-lagowska , Hiszpania
Link Komentarze (14) »
środa, 31 maja 2006
Poszukiwany, poszukiwana

Buenas tardes,

No dobra, musialam to zrobic. Powiedzialam w pizzerii, ze niestety nie moge u nich pracowac. I to jeszcze wczoraj, pozno wieczorem, bo mialam wyrzuty sumienia.
Henri sie zdziwil, musialam mu dwa razy tlumaczyc, na czym polega nasz desant reporterow. - Ale przeciez masz te prace, nie musisz wracac do Polski - przekonywal. Hindusi podeszli do tego na luzie. - Ludzi jest pelno, od wczoraj mamy ze trzydziesci nowych CV.
Za kare pomagalam im w restauracji po poludniu :)

Rano Jorge ze stoiska z gazetami obiecal "wylapywac" mi Polakow. Wlasnie przekonalam sie,ze nic z tego nie wyszlo, ale dzieki Jorge.
Bo szukam Polakow. W Barcelonie sa bardzo rozproszeni. Chodze po calym miescie, pytam w sklepach, na budowach, aptekach.
Jurka spotkalam na budowie. Mieszka 25 kilometrow od Barcelony, codziennie dojezdza.  - Kumpel mnie sciagnal, bo w Kieleckiem nawet takiej pracy nie ma - mowi.
W miesiac zarobi ok.900 euro. Za pokoj w wynajetym mieszkaniu dzielonym z kolega placi 200. - Nie jest najgorzej. Ale nie znam w ogole jezyka, wiec nie ma co narzekac.
W przyszlosci chcialby otworzyc wlasna firme remontowo- budowlana.
Donata ma meza Hiszpana. W Barcelonie mieszkaja od pieciu miesiecy. Zna biegle jezyk, wlasnie zmienia prace. Jutro ma rozmowe kwalifikacyjna poza miastem. Trzymam kciuki.
Prace, o jakiej marzy niejeden Hiszpan ma Kamil. Skonczyl mikroelektronike, a teraz doktoryzuje sie na katalonskiej politechnice i ma stypendium, co bardzo rzadko udaje sie tubylcom.

A, wazne!
- nie zatrudnilam sie na czarno. Od maja Polacy moga pracowac na terenie Hiszpanii zupelnie legalnie. Tak mowiono mi przed wyjazdem, ale dla pewnosci sprawdzilam dzisiaj w komisariacie przy Barcelonecie, gdzie obcokrajowcy przychodza starac sie o tzw. numer NIE. Oficer policji potwierdzil.
- z umowa o prace jest tak, ze aby ja podpisac podajemy pracodawcy TYLKO NUMER PASZPORTU. na  wyrobienie sobie numeru NIE mamy 3 miesiace (wg oficera policji min. czeka sie 25 dni, a maks.40). Do tego czasu placimy wyzsze podatki,wyzsze sa tez niektore oplaty (np. za prowadzenie rachunku bankowego)
- formularz potrzebny do otrzymania NIE jest banalnie prosty. Jego wypelnienie zajmuje 5 minut, do tego trzeba miec paszport i jego ksero i 2 zdjecia

18:08, karolina-lagowska , Hiszpania
Link Komentarze (100) »
wtorek, 30 maja 2006
Huraaaa!!!!Znalazlam prace!!!!

Rano znow poszlam na stoisko z gazetami.

Buenos dias, Jorge. Nie, nie mam jeszcze pracy. Tak, szukam. Szczerze mowiac juz mi nogi odpadaja, a chodze w japonkach przeciez, nie na obcasach. Ale przekopalam internet. Mam pare adresow, pod ktore pojade. Daleko od centrum. (Jorge kreci glowa z powatpiewaniem). ¿ Que pasa?
- Uwazaj, reina. Ja mam tyle lat i jak nie musze, to sie trzymam z daleka od komputerow. Duzo oszustow.
Bede uwazac, Jorge. Czuje, ze dzisiaj jest dobry dzien na szukanie pracy.
Po drodze kupuje palemeras con chocolate. Ciastka pyszne, ze hej. Obiecalam przywiezc do Polski kilka dla Agnes (pamietam:).

Wsiadam w metro. Co za bajka. Tak oznaczone powinny byc wszystkie srodki transportu na swiecie. W Warszawie zdarza mi sie pomylic kierunki, ale w Barcelonie - nigdy. Tunele splataja sie ze soba pod ziemia, lacza przejsciami, ale zgubic sie to niezly wyczyn.
Wysiadam dwie stacje za katedra Sagrada Familia.
Jest adres, ktorego szukam. Pizzeria w okolicach placu zabaw. Na ulicach malo ludzi, widac, ze raczej tu sie mieszka niz pracuje.
Wchodze pod opuszczonymi do polowy persianami. Jestem po jedenastej, a otwieraja w poludnie. Mlody mezczyzna uwaznie czyta moje CV.
- Mamy siec restauracji, aktualnie potrzebujemy kogos do centrum. Jestes dyspozycyjna?
- Jasne. Moge zaczac nawet zaraz.
Czekam chwile, Hassan (tak sie nazywa) dzwoni.
- Zalatwione. Jedz pod ten adres, masz dzisiaj dzien probny. Jak sie sprawdzisz, zaczynasz jutro.
Metro, przesiadka, centrum.
Rany boskie, a jak sie nie sprawdze?! Naprawde sie stresuje.
Pod wskazanym adresem znajduje wloska pizzerie. W kuchni trzy osoby, na sali Kolumbijczyk i dwoch Hindusow. Mam do nich dolaczyc. Najpierw ucze sie karty prawie na pamiec. Makarony, pizza, salatki, karta win. Dobrze, ze jestem lasuchem, a w arkana alkoholowe wtajemniczala mnie od dziecka babcia.
Do otwarcia jeszcze godzina. Tu stoja kieliszki, tu wino biale, czerwone, rozowe, tak nakrywamy stoliki...Bedzie ok, tylko musze sie skupic. To wielkie to nie potwor, tylko automat do kawy. Talerze do zmywarki, no i trzeba na biezaco sledzic czy komus czegos nie brakuje.

Zaloga restauracji

W zalodze restauracji nie ma zadnego Hiszpana. Henri jest z zawodu producentem kawy, chlopaki Ray i Goldi wyjechali z Indii juz 6 lat temu. Nie chca wracac.
Sa pierwsi klienci. Dwie Angielki. Ide ja, bo znam angielski. Ufff.Pierwsze koty za ploty. I tak przez kolejne piec godzin. Non stop skupienie, gdzie lezy to, gdzie tamto. Idz do kuchni, sa juz gotowe potrawy, to do stolika 25, a na 6 brakuje noza. Ledwo stoje na nogach, dopiero teraz zdaje sobie sprawe jak sie stresowalam, mimo usmiechu na twarzy.
- Masz ta robote, guapa. Przyzwyczaisz sie - smieje sie Henri. - A teraz idz na plaze, jeszcze jest slonce.
- Huraaaaa!!! - prawie krzycze z radosci na ulicy. Usmiecham sie do kazdego przechodnia. Pierwszy dzien, dwie wpadki. Raz chcialam podac niepodgrzane jeszcze caneloni pewnej Hiszpance, ale w pore zobaczylam przerazona mine Raya. Druga wtopa ze sztuccami. Umyte, do wytarcia, w pojemniku.
- Ale zalej najpierw ciepla woda - radzi Henri.
Zalalam.
- Ha ha, guapa, ale ty szalona jestes!- poklada sie ze smiechu. - Nie taka woda, chodzi o wrzatek z ekspresu.
Co za wstyd...
Ale jednak dostalam te prace:))))

ps dzieki za wpisy na temat Numero de Identificacion de Extranjeros. Jasne ze wiem, co to jest i jak sie zarejestrowac. Ale na to potrzeba min 1,5 miesiaca. Dlatego tez nie szukam pracy w banku albo innych instytucjach, chociaz znam biegle hiszpanski.

18:38, karolina-lagowska , Hiszpania
Link Komentarze (39) »
poniedziałek, 29 maja 2006
aaaaa pilnie szukam pracy

Miasto na dobre budzi sie okolo dziesiatej. O osmej nie kupisz nawet bulki, wszystko pozamykane.Ale stoiska z prasa na szczescie juz dzialaja.
- Buenos dias, Karola - wita mnie Jorge, sprzedawca gazet na Ramblas. W niedziele wykupilam u niego caly zapas gazet z ogloszeniami o pracy. Chyba ze trzy kilo.I co? Kiepsko. Jorge doradzil: szukaj w knajpach, bo tu duzo turystow i z napiwkow dostaniesz dwa razy tyle co za prace.


Dobra, Jorge. Milego dnia. Cala torba cv, zdjec nie mam. Ruszam na lowy.
Knajpa numer jeden. Usmiechnieta senora potwierdza, ze ogloszenie wywieszone na szybie jest aktualne. Zostawiam cv, maja sie odezwac. Troche problem, ze nie mam hiszpanskiego numeru telefonu. Na polski nikt sie nie bedzie wysilal - zdradza mina kobiety. W koncu umawiamy sie, ze zajrze za dzien-dwa.
Dzien-dwa to troche pozno, ja bym chciala prace juz! Kolejne miejsca, kolejne cv. Ubylo 14.
W egipskiej restauracji potrzebuja kelnerek. Lubie Egipt. Zreszta nawet niechby sprzedawali pieczone sfinksy, co za roznica.
- To ja zostawie CV, dobrze? Ale odezwijcie sie szybko - prosze.
- Spokojnie, co sie seniorita tak spieszy.
Pani, chyba szefowa obslugi pokazuje mi plik dokumentow. Doslownie: plik. Chyba z 50 ofert.
- Nawet jak kogos potrzebujemy szybko, to trwa. Dwa, czasem trzy tygodnie.
Madre mia...Chyba troche sie podlamalam. Ide do ruskiego sklepu. O polskim nikt nie slyszal, ale jest rosyjski, wiec juz niezle.
Zoja, ekspedientka, mowi,ze czesto przychodza tu Polacy. Po chrzan, kielbase, bialy ser. A po smietane to nawet Hiszpanie. Swoa maja tylko slodka. Do kawy, lodow-jasne. Ale do pomidorow nie dodasz.
A w rosyjskim sklepie natykam sie na diabla. Ma rogi, podwojne nawet i srebrna twarz. Szpony na kilka centymetrow i czarne futro. I mowi po polsku!
- Jestem diablem od 1999. Siedze na Ramblas, turysci zawsze cos wrzucaja - mowi Slawomir Mazur.
Musi wracac do pracy. Ja nie, bo jeszcze jej nie mam.
Chyba zlapalam dola.

PS a moze ktos z pieknej Barcelony czyta tego bloga?i moze wie przypadkiem, gdzie mozna znalezc prace, ale teraz, najszybciej,a nie za trzy tygodnie?

17:18, karolina-lagowska , Hiszpania
Link Komentarze (34) »
niedziela, 28 maja 2006
Buenos dias, Barcelona!

No i wreszcie w Barcelonie...

Wyleciam z Okecia bez problemow (Marcin, ciekawie miales;), posiedzialam troche w Duesseldorfie i znalazlam sie na hiszpanskiej ziemi. Gorace powietrze buchnelo na ludzi juz przy wysiadce z samolotu. Slonce cudowne, dla mojego aparatu troche zbyt piekne- nic nie widac i robie zdjecia w ciemno. Moga byc dziwne...24 stopnie. Ale prawdziwe 24, czyli tak jakby w Polsce bylo o dziesiec wiecej. Dotarlam do autobusu jadacego z lotniska na Plaza de Catalunya, czyli do samego centrum. Ciezka ta walizka, ale Hiszpanie sa tacy szarmanccy..

-Nie mecz sie, ja to wniose.

-Poczekaj, pomoge.

Wow..to sie nazywa szacunek dla kobiet!A potem, tak jak juz Wam pisalam, uderzylam na las Ramblas. Glowny deptak Barcelony i jedna z najpiekniejszych ulic Europy. Mimo ze scisle centrum, w poblizu mozna znalezc noclegi w przyzwoitej cenie, trzeba troche poszukac. Usiadlam zmeczona na lawce, w mig przysiadl sie energiczny emeryt.
- Juan jestem.Moze szuka pani hostelu?
- No szukam.
- Tu blisko jest piekny, niedrogi.
Idziemy. Taaa..niedrogi.Wlasnie tak pomyslalam jak zobaczylam marmurowa posadzke i mebelki empire. Trzycyfrowa kwota wywolala usmiech na twarzy Juana. Na mojej tez. Gracias, Juan. Poszukam sobie sama.
Ramblas i pobliskie uliczki pelne sa hosteli z cennikiem dostepnym dla mlodych turystow. Maja jedna wade - prawie wszystkie sa full. Completo. LLeno.  
Ale w jednym mowia, ze sa wolne pokoje.Wdrapuje sie z walizka na trzecie (!)pietro. Za kontuarem tajemniczy Hindus i jego zagadkowy usmiech. Z pomieszczenia obok wychodzi jeszcze trzech podobnych z identycznymi usmiechami. Wyszczerzam zeby i pytam o pokoj.
-23 euro. Lazienka na korytarzu. 
- Ok, zawsze to lepsze niz spanie na dworcu, jak nic nie znajde.zobacze pokoj.
- jest twoj- szczerzy sie Hindus.
- Madre mia..-wyrywa mi sie. Jakas kanciapa dwa na dwa, drzwi nie otworzysz jak nie przesuniesz lozka. A Hindus mi tu jeszcze o swojej grupie hatha jogi,kobiet potrzebuja. Do medytacji. O nie, kochani. Wychodze. A walizke pan Hindus mi zniesie osobiscie. Na sam dol.

ps1 od dzisiaj blog bedzie bez polskich znakow.sorry, ale hiszpanskie klawiatury nie przewiduja czegos takiego jak znaki diakrytyczne. nawet malpe sie wpisuje inaczej, o czym zdazylam zapomniec. malo brakowalo, a nie wyslalabym maila
ps2 chwile pozniej znalazlam super hostel. pokoj jedynka, z lazienka, widok na hiszpanskie cudowne podworko. 35 euro. na dwie noce, bo potem maja rezerwacje, ale cos znajde.Mowilam,ze sie da. Tylko trzeba poszukac

18:24, karolina-lagowska , Hiszpania
Link Komentarze (16) »
sobota, 27 maja 2006
Dziwne te ogłoszenia, poszukam sobie sama...

Bez dokumentów i studiów, zapraszamy zwłaszcza imigrantów. Kobiety- takie ogłoszenie znalazłam na hiszpańskich portalach w kilkunastu różnych wersjach. Barcelona, Madryt, Valladolid. Wysłałam cv. Chcą się ze mną spotkać, ale chcieliby też zdjęcie. Robię się podejrzliwa. Sprawdzę, bo coś mi tu nie gra. Rany, no wiem, jeszcze w piątek obiecywałam w redakcji, że skoncentruję się na szukaniu pracy, a nie wątkach przestępczych, ale...sami widzicie. Ciekawi mnie też jak działa hiszpańska policja, ale postaram się, by mnie nie zatrzymali.
W niedzielę o 14- tej będę już w Barcelonie. Nie szukałam noclegu, idę na żywioł. Wiem tylko, że poszukam czegoś w centrum, przy las Ramblas. Dojadę metrem do Barrio Gotico. Tuż przy niej jest dzielnica imigrantów. Kolorowa, głośna, czasem niebezpieczna, ale to tam toczy się prawdziwe życie ludzi spoza Barcelony.Są Hindusi, Arabowie, Pakistańczycy. Taka egzotyczna to ja nie jestem, ale postaram wczuć się w klimat;-) 
A potem? No dobra, powiem Wam: Park Guell Gaudiego. Obowiązkowo, bo chcę odwiedzic monstrualną mozaikową jaszczurkę. Jest taka cudowna...A propos,przy tym gadzie dowiedziałam się kiedyś, jak zginął Gaudi. Głupio. Przechodził przez ulicę i wpadł pod tramwaj. I katedry Sagrada Familia do tej pory nie dokończyli...
A potem? Szukam pracy!

PS Kamil, dzięki za wpis i chęć pomocy. Na pewno skorzystam:)

20:07, karolina-lagowska , Hiszpania
Link Komentarze (11) »
piątek, 26 maja 2006
Swiat w walizce

Znów prawie północ. Pakowanie walizki w godzinę ma tę zaletę, że dłużej się o tym nie myśli. I jedną wadę- pakujesz wszystko, jak leci.Kot- wynocha, zostajesz w domu. Musiałam wyglądać jak siedem nieszczęść, usiłując dopiąć monstrualny kłąb ciuchów wystający spod czerwonego plastiku. Na ten moment trafiła Madzia, moja przyjaciółka, która co dwa tygodnie przyjeżdża do Wrocławia z Paryża. Madzia to artystka i specjalistka od pakowania, jak się okazało, też. Połowa ciuchów wyleciała w sekundę. Reszta została wyłącznie dzięki skutecznym strategiom negocjacyjnym. W tym jestem dobra. Za 11 minut jadę do Warszawy. Mam już kilka pomysłów na znalezienie pracy. Ale o tym jutro, bo mój pociąg już grzeje silnik.

22:50, karolina-lagowska , Hiszpania
Link Dodaj komentarz »
Wpis po nocy o północy
Jak zwykle wpisuję się ostatnia. Jest przed północą (Wrocław, Polska), a ja dopiero ściągnęłam do domu. Kończyłam reportaż.
Klucze przez roztargnienie powisiały przez chwilę w drzwiach, w lodówce czekają na mnie dobrze schłodzone gazety, a i korkociąg się tu zaplątał...No trudno, nie mówię, że jestem do końca normalna. Samba prawie na full, ale nie tak głośno, żeby policja się wpraszała na imprezę. Mundurami zajmuję się w pracy.
Na łóżku śpi wielki, czarny kot jedzący czekoladowe ciasteczka. Poznajcie Nikę, moją kotkę (1,5 roku - jak by to dodano w pewnym popularnym dzienniku :). Ja mam na imię Karola. Mam 24 lata, i z każdą chwilą tracę nadzieję na to, że jeszcze wyrośnie ze mnie ktoś porządny, nie zapominający o zapłaceniu rachunków i kupieniu kociej karmy. Uspokajam miłośników zwierząt - prawie cała moja rodzina to lekarze weterynarii. Udzielają mi konsultacji także telefonicznie.
Moje życie jest zwariowane od kiedy pamiętam. Walizki, przeprowadzki, ciekawi ludzie, egzotyczne języki wokół. Z Hiszpanii wzięłam uśmiech i energię zaklętą w tańcu. Z Maroka pogodę ducha i obsesję na punkcie kolorów. Z Czech radość zabawy.
Teraz jadę do Barcelony. Kocham to miasto. Znam je bardzo dobrze, bo miałam okazję pomieszkać i tam. Przepiękne miejsce, do którego chce się wracać. Znalazłam stronę ze zdjęciami, zobaczcie!
Strona niemiecka, gdzie ordnung muss sein, więc możecie spojrzeć tu na miasto z perspektywy kilku kategorii. Bez bałaganu znaczy się i chaosu.
Już od niedzieli wczuję się w studentkę, która będzie szukać pracy.
Jestem też ciekawa:
  • jak żyje się tam Polakom,
  • jak przyjmują ich Katalończycy, którzy tak bardzo dbają o swoją autonomię, że pytają nawet czy mówisz po katalońsku, nie po hiszpańsku,
  • czy dostają pracę na miarę swoich ambicji i możliwości?
Na bieżąco będę Wam relacjonować wszystko, czego się dowiem.
Jedno jest pewne - nawet jak będzie mi trudno, postaram się przekazać Wam klimat i magię tego miasta. Chcę, żebyście poczuli, jak żyje Barcelona. I zbiorę takie informacje, żeby każdy, kto pojedzie tam po mnie, miał już przetarty szlak.
Słowem - kluczem dla mnie jest „akcja”. We wrocławskim oddziale Gazety Wyborczej pracuję jako dziennikarz kryminalny. Tematy, o których piszę dostarczają czasem tyle adrenaliny, że wystarczyłoby dla całej naszej redakcji i połowy miasta.
A zatem - do dzieła. Wylatuję w niedzielę. Trzymajcie kciuki.
09:25, karolina-lagowska , Hiszpania
Link Komentarze (10) »