|
wtorek, 20 czerwca 2006
Zapraszamy na debatę: Emigracja III generacji
Aż 2 mln Polaków wyjechało na Zachód po naszym wejściu do Unii. To jedna z największych fal migracji w historii Polski. Dyskusję wybitnych specjalistów o szansach i zagrożeniach wynikających z tych masowych migracji poprowadzą jutro (w środę 21 czerwca) Piotr Pacewicz z "Gazety Wyborczej" oraz Grzegorz Miecugow z TVN24.
piątek, 16 czerwca 2006
Helsinki - Przystanek Europa oczami Finki
Hurra, Helsingin Sanomat zauważyła moją misję. W środę był artykuł o tym, jak testowałam rynek pracy. Pisała Pilvikki Kause, korespondentka HS, która mieszka we Wrocławiu. Pisała na podstawie bloga i audycji radiowych w trakcie mojego pobytu. Trochę w tym jest rozbieżności, ale sens pozostaje taki, jak napisała. Podobno - co wiem już od samej Pilvikki, pół redakcji HS pokładało się ze śmiechu, że ktoś tak odkrył ich wady narodowe. Przeglądali się w tym, jak w lustrze... Może też pani Sławka z ambasady (pozdrawiam pani Sławko) rzeczywiście doprowadzi do tego, żeby link z naszego blogu został dołączony do strony ambasady? Wtedy jest szansa, że się z tego zrobi ciągle aktualizowany samopomocnik Niżej tekst, tłumaczyła Agnieszka Holm (pokazałam jej portret po powrocie w Gazecie) anglistka, która w Finlandii od kilku lat zmaga się z przeciwieństwami losu pracownika „spoza”. Przetestowała też na swojej koleżance - Fince. Ta uśmiała się z fragmentu o tym, że Finowie nie potrafią odmówić, wolą powiedzieć, że oddzwonią...
czwartek, 15 czerwca 2006
Londyn się ciągnie
Może wrócić? Wróciłem dwa tygodnie temu, a temat wcale nie zamknięty. Tym razem dotarła do mnie od znajomych propozycja pracy w środkowej Anglii. Co? Okolice budowlane, ale dokładnie jeszcze nie wypytałem. Pewne, że sieć wciąż działa)). Recepta - ślijcie sms-y, maile do znajomych: jadę, szukam pracy, mieszkania itd. Niech znajomi podają dalej. W końcu coś się trafi.
poniedziałek, 12 czerwca 2006
Mecz a sprawa dublińsko-polska
Sobota rano. Budzi mnie pikanie telefonu. Od godziny 8 do 11 odbieram 6 SMS-ów od Polaków, ktorych poznałem w Dublinie. Ania pisze: ”Jak humory po meczu? Tutaj wszyscy w naszych barwach kibicowali w pabach, ale widać bezskutecznie”. Grzesiek: ”Myślałem, że wyjdę z siebie. Ale na środę też szykuję sobie flagę i idę do pubu. Polska ponad wszystko!”. Z opowieści i maili wiem, że puby - nie tylko polskie - były w piątek biało-czerwone. I że porażka, choć bolała tak samo jak nas w Polsce, jeszcze bardziej połączyła Polaków z Dublina z tymi wszystkimi, którzy zostali w kraju. Mail od Tomasza: ”Irlandczycy, których znam, też kibicowali Polsce. Bo nie ma Irlandczyka, który nie znałby Polaka, lub nie miał znajomego, który nie pracuje/mieszka/zna się z Polakami. Nawet, gdyby Irlandia grała w Mundialu, niewiele by to zmieniło: wielu z tubylców kibicowało by na przemian Irlandii i Polsce”. Szkoda, że nie mam zdjęć z pubów tego dnia. Może ktos życzliwy przysłałby
niedziela, 11 czerwca 2006
Portugalia powraca
Bo tu mundial w pełni. O tym w polskim wydaniu pisać nie będę, żeby kibiców nie denerwować. Ale w portugalczycy to całkiem miło sobie dzisiaj pograli. Już kilka dni temu na lizbońskich ulicach powiewały narodowe flagi, a kibice nie mogli się doczekać pierwszego meczu. Spotkałam w metrze studenta-entuzjastę z portugalską chorągiewką. - Bo tu życia nie ma bez piłki - wyjaśnił zwięźle. No to ma dziś powody do radości. A teraz coś dla entuzjasty komunikacyjnego, który w komentarzach pytał mnie o lizbońskie tramwaje. Ten na dodatek kierowany przez kobietę. Gdy taki pojazd pnie się wąskimi uliczkami, a z uchylonych okien wystają turyści z aparatami i kamerami, to człowiekowi wraca wiara w miejską komunikację. A jeśli chodzi o komunikację, to słyszałam ciekawą historię. Otóż pewien Polak przyjechał do Portugali z kraju, w którym kierowcy nie powinni siadać za kierownicą po alkoholu. - Jechałem podmiejskim autobusem wypełnionym po brzegi - opowiadał. - Kierowca zatrzymał się przy sklepie spożywczym, wysiadł, kupił piwo, wypił i pojechał dalej. Nikogo z pasażerów takie zachowanie nie dziwiło. Ciekawe, co by się stało, gdyby u nas kierowca autobusu tak się chciał odprężyć.
sobota, 10 czerwca 2006
Polonia i Polacy
Blondyn po 40- tce, zmęczona twarz, ale uśmiechnięte oczy. Dłonie popękane od murarskiej zaprawy, ze śladami palonych prawie do końca papierosów bez filtra. Ma na imię Sławek. Przypomniał mi się dzisiaj, gdy minęłam na ulicy kogoś łudząco do niego podobnego i o mało co nie krzyknęłam „cześć”. Sławek to jeden z Polaków, którego spotkałam w Barcelonie. Najpierw w polskim sklepie poznałam Sylwestra, o którym już było (szuka pracy jako ślusarz), a potem odwiedziłam wynajmowane przez jego kolegów mieszkanie na przedmieściach Barcelony. Ostatni przystanek metra żółtej linii. Tam spotkałam Sławka, Sebastiana, Leszka, Tadeusza i Sylwestra. Sławek: - Gdy przyjechałem u osiem lat temu, miałem w kieszeni 200 marek niemieckich i nie znałem ani słowa po hiszpańsku. Nawet przeklinać nie umiałem, żeby powiedzieć, jak mi źle. Sławek uciekł z Polski, gdy rozssypało mu się małżeństwo. Sześć tygodni spędził na ulicy. Spał w parkach, na dworcach, chodził na darmowe posiłki i prysznic do schronisk dla bezdomnych. Później znalazł pracę u Polaka, do dziś pracuje na budowie. Niedługo wyjeżdża do Kolumbii, gdzie wyjechała jego latynoska narzeczona. Do Polski wyśle komputer dla córki, a telewizor i DVD dla rodziców. Najbardziej marzy, żeby spotkać się niedługo z córką. Po co to opisuję tę historię? Bo przypomniał mi się dzisiaj Sławek i jego walka. O to żeby żyć jak najlepiej, nawet jak wszystko dookoła się wali. Panuje u nas taka opinia, że jak ktoś wyjechał na Zachód, a nie został superbiznesmenem albo naukowcem to poniósł porażkę. Oczekiwania rosną, bo tam, za morzem albo oceanem, miał czekać raj. (I co, nie udało się? To jakiś nieudacznik z ciebie). Właśnie to najbardziej zdziwiło mnie podczas wyjazdu do Barcelony. Ze są Polacy, ale nie ma polonii. Każdy woli trzymać się z daleka od innych, zamilknąć, gdy słyszy polski język. - Uważaj na Arabów i Polaków- przestrzegała mnie przed wyjazdem Madzia, przyjaciółka od dziewięciu lat mieszkająca w Paryżu. – A jak możesz, to w ogóle trzymaj się od nich z daleka. W Katalonii i na Balearach mieszka około 8 tys. Polaków. Jak naprawdę jest z tą polonią? Co myślicie? ps jutro o kosztach, tak jak obiecałam. I o tym katalońskim. Sorry, ale przeziębienie i gorączka na razie mnie pokonały |
Zakładki:
Relację zamieszczą:
Posłuchaj dziennikarzy
Aleksandra Pezda - Finlandia, Helsinki
Marcin Sztandera - Grecja, Ateny
Karolina Łagowska - Hiszpania, Barcelona
Jacek Kowalski - Irlandia, Dublin
Agnieszka Urazińska - Portugalia, Lizbona
Wojciech Pelowski - Wielka Brytania, Londyn
Przydatne linki:
Fora:
Wybrane blogi emigracyjne:
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||