Sześcioro dziennikarzy Gazety Wyborczej przez kilka dni na własnej skórze sprawdzało czy łatwo jest znaleźć pracę za granicą. Ten blog, to ich internetowy notes, o tyle niezwykły, że każdy może tu wpisać swoje komentarze, rady, uwagi. Szczegółowa relacja z dziennikarskiej misji niebawem w Gazecie Wyborczej i TVN 24
Kategorie: Wszystkie | Finlandia | Grecja | Hiszpania | Irlandia | Portugalia | Wielka Brytania
RSS
wtorek, 20 czerwca 2006
Zapraszamy na debatę: Emigracja III generacji

Aż 2 mln Polaków wyjechało na Zachód po naszym wejściu do Unii. To jedna z największych fal migracji w historii Polski. Dyskusję wybitnych specjalistów o szansach i zagrożeniach wynikających z tych masowych migracji poprowadzą jutro (w środę 21 czerwca) Piotr Pacewicz z "Gazety Wyborczej" oraz Grzegorz Miecugow z TVN24.
Transmisja debaty na żywo w telewizji TVN24 oraz portalu gazeta.pl
Optymiści wierzą, że emigranci "trzeciej generacji" nauczą się nowych technologii, kultury pracy, działania w społeczeństwie obywatelskim i wrócą z zarobionymi pieniędzmi. A Polska rozwinie się jak niegdyś Irlandia.
Pesymiści ostrzegają przed drenażem mózgów, bo wyjeżdżają również młodzi, dobrze wykształceni, najbardziej aktywni. Pytają, kto zarobi na nasze emerytury?
Od tygodnia w "Gazecie" i TVN24 pytamy samych emigrantów i specjalistów: ilu jeszcze wyjedzie? Ilu wróci? Ilu nie wróci nigdy? Na tym blogu nasi dziennikarze opisywali jak sami szukali pracy za granicą. Okazało się, że - choć nie mieli czasu się przygotować do wyjazdu - szybko znaleźli zajęcie. Jakie płyną z tego wnioski?
W najbliższą środę 21 czerwca organizujemy otwartą debatę w warszawskiej redakcji Gazety Wyborczej. Wystąpią: Krystyna Iglicka-Okólska - demograf, specjalistka od migracji, Tomasz Karoń - socjolog z firmy badawczej SMG/KRC, Krzysztof Pawłowski - rektor Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu i Ryszard Petru - główny ekonomista Banku Przemysłowo-Handlowego. Dyskusję będzie transmitowała telewizja TVN24, relację zamieścimy też w "Gazecie".
Zapraszamy Czytelników: środa, godz. 13, redakcja "Gazety" przy ul. Czerskiej 8/10 w Warszawie, wstęp wolny.

17:38, redakcja
Link Komentarze (23) »
piątek, 16 czerwca 2006
Helsinki - Przystanek Europa oczami Finki

Hurra, Helsingin Sanomat zauważyła moją misję. W środę był artykuł o tym, jak testowałam rynek pracy. Pisała Pilvikki Kause, korespondentka  HS, która mieszka we Wrocławiu. Pisała na podstawie bloga  i audycji radiowych w trakcie mojego pobytu. Trochę w tym jest rozbieżności, ale sens pozostaje taki, jak napisała. Podobno - co wiem już od samej Pilvikki, pół redakcji HS pokładało się ze śmiechu, że ktoś tak odkrył ich wady narodowe. Przeglądali się w tym, jak w lustrze...

 Może też pani Sławka z ambasady (pozdrawiam pani Sławko) rzeczywiście doprowadzi do tego, żeby link z naszego blogu został dołączony do strony ambasady? Wtedy jest szansa, że się z tego zrobi ciągle aktualizowany samopomocnik

Niżej tekst, tłumaczyła Agnieszka Holm (pokazałam jej portret po powrocie w Gazecie) anglistka, która w  Finlandii od kilku lat zmaga się z przeciwieństwami losu pracownika „spoza”. Przetestowała też na swojej koleżance - Fince. Ta uśmiała się z fragmentu  o tym, że Finowie nie potrafią odmówić, wolą powiedzieć, że oddzwonią...

Polska dziennikarka testowała szanse obcokrajowców poszukujących pracy w Helsinkach

Sposród wszystkich testowanych europejskich miast, wynik w Helsinkach był najbardziej rozczarowujacy.

- Helsinki to miejsce nieprzychylne cudzoziemcom szukajacym zatrudnienia! Wszedzie jest wymagany finski, jakby to byl jakis spisek. Mimo to prawie wszyscy znaja angielski - opowiada Aleksandra "Ola" Pezda.

- Nie mozna nawet dostac pracy sprzataczki bez znajomosci finskiego. Powiedziano mi, ze dawkowanie i mieszanie dzisiejszych srodków czyszczacych jest tak skomplikowane, ze angielski nie wystarczy. Cudzoziemcy nie sa tutaj naprawde mile widziani - twierdzi Pezda.

Pezda jest jedna z szesciu dziennikarzy, którzy na poczatku czerwca zostali wyslani na poszukiwanie pracy do Aten, Barcelony, Dublina, Helsinek, Lizbony i Londynu. Ich zadaniem bylo odgrywac role przecietnych osób poszukujacych pracy i opisac warunki panujace w tych miastach w blogach i gazetowych reportazach. Raporty dziennikarzy byly czescia "Przystanku Europa" - projektu Gazety Wyborczej, radia TOK FM oraz kanalu telewizyjnego TVN 24. Projekt naswietla zjawisko polskiej fali emigracji do innych krajów Unii Europejskiej.

Inni dziennikarze znalezki prace w ciagu tygodnia, lecz Ola jako jedyna trafila na mur nie do pokonania. Nie nadawala sie na malarza z powodu plci, a gdy starala sie o roznoszenie darmowej gazety Metro, odpowiedziano jej wymijajaco, ze moze pózniej.

W biurach Eures i Staffpoint, które obsluguja obcokrajowców, skreslono ja z góry, bo "nikt nie przeczyta podania", jesli nie zna sie finskiego. Chodzila od restauracji do restauracji, dzwonila pod oferty pracy i wytrwale przesiadywala na terminalach internetowych wysylajac CV - sposród wszystkich miast odwiedzonych przez dziennikarzy jedynie w Helsinkach obowiazkowo trzeba bylo wyslac informacje o sobie droga emailowa.

- Finowie nigdy nie powiedza wprost "nie". Usmiechaja sie tylko i obiecuja, ze zadzwonia pózniej - ostrzegali nowi znajomi Oli Pezdy. Chwytajac sie ostatniej deski ratunku, Pezda udala sie do katolickiego Kosciola Swietego Henryka. W innych krajach Unii katolickie koscioly sa miejscem spotkan Polaków, którzy wymieniaja tam swoje doswiadczenia. W kosciele nie znajdowala sie nawet typowa "sciana placzu", czyli tablica z ogloszeniami o pracy. Jedynym ogloszeniem byla informacja o spotkaniach grupy AA. Msze, która odbywa sie raz na miesiac, odwolano.

Ola Pezda byla zaskoczona na widok najwiekszego budynku zwiazków zawodowych, jaki kiedykolwiek widziala. Podejrzewa, ze zwiazki zawodowe moga byc przyczyna niechetnej postawy wobec cudzoziemców.

Pezda spotkala grupe polskich monterów pracujacych pod Helsinkami. Straszy, ze po miesiacu do wyslania do domu zostaje zaledwie piecset euro. Urzad podatkowy i posrednik zabieraja reszte.

Pezda podkresla, ze Helsinki sa straszliwie drogim miastem. Posilki sa najtansze w studenckich kafeteriach, ale i tam jest drogo.

Polacy zamieszkali w regionie Helsinek czytaja w blogu Pezdy o najtanszych restauracjach i sposobach na przetrwanie, jak pieczenie wlasnego chleba. Bardzo dobrze znaja ceny.

A jak ubieraja sie mieszkancy Helsinek? Maszeruja w dobrze skrojonych mundurkach, jak w filmie "Seksmisja". W tej kultowej komedii z lat siedemdziesiatych dwóch mezczyzn budzi sie w swiecie rzadzonym przez kobiety. Taki mundurek nosi równiez "Ritta", kierowniczka hotelu, która obiecuje prace sprzataczki. To pierwsza osoba w Helsinkach, która przeprasza za to, ze formularz jest tylko po finsku. Pezda prosi przypadkowego mezczyzne z ulicy o pomoc w wypelnieniu labiryntowego formularza.

Polka nie wie jednak, czy wreszcie by sie udalo, poniewaz wkrótce odlatuje samolot. Kierowniczka hotelu nie moze sie spotkac tego samego dnia. Jest "straszliwie zajeta" i spotkanie mogloby sie odbyc dopiero za tydzien.

czwartek, 15 czerwca 2006
Londyn się ciągnie

Może wrócić? Wróciłem dwa tygodnie temu, a temat wcale nie zamknięty. Tym razem dotarła do mnie od znajomych propozycja pracy w środkowej Anglii. Co? Okolice budowlane, ale dokładnie jeszcze nie wypytałem. Pewne, że sieć wciąż działa)). Recepta - ślijcie sms-y, maile do znajomych: jadę, szukam pracy, mieszkania itd. Niech znajomi podają dalej. W końcu coś się trafi.

17:46, wojtek.pelowski , Wielka Brytania
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 12 czerwca 2006
Mecz a sprawa dublińsko-polska
Sobota rano. Budzi mnie pikanie telefonu. Od godziny 8 do 11 odbieram 6 SMS-ów od Polaków, ktorych poznałem w Dublinie. Ania pisze: ”Jak humory po meczu? Tutaj wszyscy w naszych barwach kibicowali w pabach, ale widać bezskutecznie”. Grzesiek: ”Myślałem, że wyjdę z siebie. Ale na środę też szykuję sobie flagę i idę do pubu. Polska ponad wszystko!”.
Z opowieści i maili wiem, że puby - nie tylko polskie - były w piątek biało-czerwone. I że porażka, choć bolała tak samo jak nas w Polsce, jeszcze bardziej połączyła Polaków z Dublina z tymi wszystkimi, którzy zostali w  kraju. Mail od Tomasza: ”Irlandczycy, których znam, też kibicowali Polsce. Bo nie ma Irlandczyka, który nie znałby Polaka, lub nie miał znajomego, który nie pracuje/mieszka/zna się z Polakami. Nawet, gdyby Irlandia grała w Mundialu, niewiele by to zmieniło: wielu z tubylców kibicowało by na przemian Irlandii i Polsce”.
Szkoda, że nie mam zdjęć z pubów tego dnia. Może ktos życzliwy przysłałby
10:31, jacek-kowalski , Irlandia
Link Komentarze (12) »
niedziela, 11 czerwca 2006
Portugalia powraca

Bo tu mundial w pełni. O tym w polskim wydaniu pisać nie będę, żeby kibiców nie denerwować. Ale w portugalczycy to całkiem miło sobie dzisiaj pograli. Już kilka dni temu na lizbońskich ulicach powiewały narodowe flagi, a kibice nie mogli się doczekać pierwszego meczu.

Spotkałam w metrze studenta-entuzjastę z portugalską chorągiewką. - Bo tu życia nie ma bez piłki - wyjaśnił zwięźle. No to ma dziś powody do radości.

A teraz coś dla entuzjasty komunikacyjnego, który w komentarzach pytał mnie o lizbońskie tramwaje.

Ten na dodatek kierowany przez kobietę. Gdy taki pojazd pnie się wąskimi uliczkami, a z uchylonych okien wystają turyści z aparatami i kamerami, to człowiekowi wraca wiara w miejską komunikację.

A jeśli chodzi o komunikację, to słyszałam ciekawą historię. Otóż pewien Polak przyjechał do Portugali z kraju, w którym kierowcy nie powinni siadać za kierownicą po alkoholu. - Jechałem podmiejskim autobusem wypełnionym po brzegi - opowiadał. - Kierowca zatrzymał się przy sklepie spożywczym, wysiadł, kupił piwo, wypił i pojechał dalej. Nikogo z pasażerów takie zachowanie nie dziwiło.

Ciekawe, co by się stało, gdyby u nas kierowca autobusu tak się chciał odprężyć.

23:50, agnieszka.urazinska , Portugalia
Link Komentarze (5) »
sobota, 10 czerwca 2006
Polonia i Polacy

Blondyn po 40- tce, zmęczona twarz, ale uśmiechnięte oczy. Dłonie popękane od murarskiej zaprawy, ze śladami palonych prawie do końca papierosów bez filtra.

Ma na imię Sławek. Przypomniał mi się dzisiaj, gdy minęłam na ulicy kogoś łudząco do niego podobnego i o mało co nie krzyknęłam „cześć”. Sławek to jeden z Polaków, którego spotkałam w Barcelonie.

Najpierw w polskim sklepie poznałam Sylwestra, o którym już było (szuka pracy jako ślusarz), a potem odwiedziłam wynajmowane przez jego kolegów mieszkanie na przedmieściach Barcelony. Ostatni przystanek metra żółtej linii. Tam spotkałam Sławka, Sebastiana, Leszka, Tadeusza i Sylwestra.

Sławek: - Gdy przyjechałem u osiem lat temu, miałem w kieszeni 200 marek niemieckich i nie znałem ani słowa po hiszpańsku. Nawet przeklinać nie umiałem, żeby powiedzieć, jak mi źle.

Sławek uciekł z Polski, gdy rozssypało mu się małżeństwo. Sześć tygodni spędził na ulicy. Spał w parkach, na dworcach, chodził na darmowe posiłki i prysznic do schronisk dla bezdomnych. Później znalazł pracę u Polaka, do dziś pracuje na budowie. Niedługo wyjeżdża do Kolumbii, gdzie wyjechała jego latynoska narzeczona. Do Polski wyśle komputer dla córki, a telewizor i DVD dla rodziców. Najbardziej marzy, żeby spotkać się niedługo z córką.

Po co to opisuję tę historię? Bo przypomniał mi się dzisiaj Sławek i jego walka. O to żeby żyć jak najlepiej, nawet jak wszystko dookoła się wali. Panuje u nas taka opinia, że jak ktoś wyjechał na Zachód, a nie został superbiznesmenem albo naukowcem to poniósł porażkę. Oczekiwania rosną, bo tam, za morzem albo oceanem, miał czekać raj. (I co, nie udało się? To jakiś nieudacznik z ciebie).

Właśnie to najbardziej zdziwiło mnie podczas wyjazdu do Barcelony. Ze są Polacy, ale nie ma polonii. Każdy woli trzymać się z daleka od innych, zamilknąć, gdy słyszy polski język.

- Uważaj na Arabów i Polaków- przestrzegała mnie przed wyjazdem Madzia, przyjaciółka od dziewięciu lat mieszkająca w Paryżu. – A jak możesz, to w ogóle trzymaj się od nich z daleka.

W Katalonii i na Balearach mieszka około 8 tys. Polaków.

Jak naprawdę jest z tą polonią? Co myślicie?

ps jutro o kosztach, tak jak obiecałam. I o tym katalońskim. Sorry, ale przeziębienie i gorączka na razie mnie pokonały

22:49, karolina-lagowska , Hiszpania
Link Komentarze (12) »
piątek, 09 czerwca 2006
Helsinki - pensje: brutto,netto, można zwariować!

Droga A. oraz inni - czy fakt, że nauczyciel ma dostać 30 e za ha roboty (jeśli tak, to z całego serca gratuluję A. wreszcie wysiłek sie opłacił) oznacza, ze dostanie te 30 e czy też dostanie je minus 35 proc. podatku? A np. taka robotnicza pensja - czy jeśli elektryk ze stażem już pracy ma dostać 14,2 e to je dostanie w rzeczywistości, czy tylko na papierku? No, bo przecież ktoś musi odkładać na ten fiński socjalizm...

Jak rzucić palenie w Dublinie
Pierwszego dnia pobytu z dużym zdziwieniem odnotowałem, że Polacy przyjeżdżający z kraju targają kartony polskich papierosów. ”Po co” - myślałem sobie - ”skoro i tak na miejscu jest tego w bród”? Z początku posądzałem ich o skąpstwo, ale potem zobaczyłem ceny.
Ceny papierosów w Irlandii potrafią skutecznie odzwyczaić od palenia najzatwardzialszych palaczy. 6,5 - 7 euro za paczkę (przeliczmy: euro razy cztery zł) to mocny cios. Nawet dla Irlandczyków, jak sądzę, ponieważ są w obrocie paczki papierosów tańszych, po trzy euro z groszami - ale za to po dziesięć sztuk. Praktyczne i oszczędne.
Jest jeszcze jedno: absolutny zakaz palenia w lokalach. Z początku dla palących to koszmar: muszą wychodzić z pubów i tam popalać. Ale potem nawet oni (niektórzy, co prawda) doceniają jakość zabawy w niezadymionym pomieszczeniu.
Jak dla mnie - bardzo fajny pomysł. Chociaż dla Polaków pewnie zbyt kontrowersyjny, by wprowadzić go u nas.

12:11, jacek-kowalski , Irlandia
Link Komentarze (5) »
czwartek, 08 czerwca 2006
Lepiej więcej zarabiać

Przypomniałem sobie dziś nastolatkę, może dwudziestolatkę, którą spotkałem na lotnisku w Balicach, wracając z Londynu. Krzyczała do swojego chłopaka (tak myślę - bo przykleiła się do niego wychodząc za bramki), że nigdy już na Wyspy nie wróci, że woli iść na studia. Ciekawe, że ma w głowie taką alternatywę: studia, albo Londyn. Ciekawe też, ilu Polaków jedno z drugim łączy.

Zapytałem Was wczoraj o chleb. Gdzie w Londynie można kupić tani polski chleb. Bo tostowy to świństwo, fakt. W komentarzach przeczytałem m.in.: 'Koszt miesiecznego utrzymania to średnio od 700 do 1000 funtow. I tyle trzeba mieć i już. Każdy sam bedzie chodził do sklepu czy supermarketu i będzie wybieral towar na jaki go stać. Mając 700 na mc starczy na mieszkanie i jedzenie. Nie robcie paranoi z pokazywaniem palcem gdzie tani chleb albo mleko, a gdzie tani ser.' - podobami się ten wpis! Nie ma co oszczędzać, lepiej więcej zarabiać))

Teraz w mojej krakowskiej redakcji czuję się trochę, jak na Soho. Jest późny wieczór, zrobiło się cieplej. Za oknem tłum, jak w dzień. Skończę ten wieczór Guinessem (w Londynie prawie trzy funty, w Krakowie - 12 zł).

23:43, wojtek.pelowski , Wielka Brytania
Link Komentarze (14) »
Helsinki - jak przeżyć w obcym mieście

Drodzy, wy wiecie najlepiej. Poddaję pod rozwagę i do użytku - odejmujcie, dopisujcie. Poradnik dla rodaków, oto szkielet na razie - jak przetrwać w Helsinkach dopóki się nie trafi na  właściwego renifera. To mają być podstawy, oczywiście, nie jakaś wiedza kompletna


darmowy internet

- w bibliotekach publicznych, np. na pierwszym piętrze poczty,  tuż przy kolejowym dworcu  głównym przy Kaivokatu

- w knajpach i pubach: stoi jeden lub dwa komputery i można przy kawie, czy piwie z nich korzystać, na pewno znajdziesz je w sieci Wayne's Caffee i w pubach dla gejów
- w punkcie informacji turystycznej przy alejach Esplanadi są cztery stanowiska (uwaga - niewygodne klawiatury doprowadzają do szału)

tanie jedzenie

- w supermarketach, wszyscy polecają sieć Lidl a w centrum  dom towarowy Stockmann. I tak jest drogo: chleb ok. 2 euro

-  warzywa najlepiej kupić na otwartych rynkach, na początku czerwca pomidory, ogórki  i cukinie  kosztowały ok. 3 euro za kg, za litrowy garnuszek truskawek trzeba było płacić 3,5 euro 
- lancz trzeba jeść tam, gdzie serwują szwedzki stół - czyli raz płacisz a jesz do woli: np. u Chińczyka (8 euro w godz 11-15, potem 10 euro) albo w sieci Golden Rax  8 euro albo na studenckich stołówkach w cenie 5-6 euro , często w knajpach serwują też bar sałatkowy z chlebem i zupą w cenie zamówionego posiłku
- w Finlandii pije się często i dużo kawy - w barach, kafejkach i pubach stoją na podgrzewaczach dzbanki, z których często klienci sami się obsługują, jest też mleko i słodziki pod wieloma postaciami - filiżanka 2,5 euro
- knajpy, baaaardzo drogo: piwo w pubie ok. 5 euro, w spelunie - 2-3 euro, popularny cider nalewany z kija - 6 euro, drinki powyżej 10 euro

prepaidy

- po pierwsze oszczędność, ale też podstawa w poszukiwaniu pracy:  często pracodawcy proszą o numer telefonu, żeby powiadomić o terminie rozmowie kwalifikacyjnej. Na zagraniczny nie zadzwonią.
najtańsze sms-sy: DND -  9,99 euro
najtańsze połączenia: Elisa (tylko w Helsinkach) -  9,99 euro
Sonera - 15 euro
najtańsza karta doładowująca:  20 euro

jak dojechać

- samolotem z Warszawy, tanie linie już  od ok. 200 zł w jedną stronę; mieszkańcy Zachodniej Polski - kilku przewoźników z Berlina: (mozna nawet przez Amsterdam, ale z oszczędnościami), standardowa cena biletu z wyprzedzeniem  to ok. 700 zł, a szybkim tempie koszty sięgają i 2 tys. zł
- autobusem do Tallina - bilet kosztuje ok. 400 zł z Warszawy, a można jechać bezpośrednio również z  Krakowa, Katowic, Częstochowy, Łodzi,  Białegostoku. Kursują co najmniej dwie firmy  Eurolines i Star- Turist
- z Tallina do Helsinek promem za ok. 20 euro

komunikacja miejska

metro, tramwaj, autobus, kolej podmiejska - jeden bilet, jeśli w granicach metropolii
na jeden przejazd - 2,20 euro, na lotnisko - 3,60 euro;
1-dniowy - 6 euro, 3-dniowy - 12 euro, 5-dniowy -  18 euro,  karta magnetyczna - 8 euro, najmniejsze doładowanie za 34 euro wystarczy na dwa tygodnie

inne ceny:

kino - 10-15 euro
benzyna  - od 1.35 euro/l
taksówka z centrum Helsinek na przedmieście - 15-25 euro

noclegi

to słaby punkt Helsinek z perspektywy obcokrajowca szukającego pracę. Po prostu jest drooogo
kemping - 10 km od centrum, noclegi od 14 euro za osobę w grupie
schroniska - od 14 euro w pokoju wieloosobowym
hostele - od 16 euro  w pokoju wieloosobowym
pensjonaty- od 25 w dwójce

Dzięki Bernadetta

Wielkie dzięki za sporą liczbą informacji. Część z nich wykorzystam. Myślę, że masz rację, pisząc „jeżeli ktoś myśli o normalnym życiu, w jakimkolwiek kraju(...), to powinien nauczyć się języka danego kraju”. Język to podstawa, a jego znajomość nie stoi na przeszkodzie w pielęgnowaniu polskich tradycji.

Natomiast piszesz „Zwracam wielka uwagę na firmy pośredniczące w załatwianiu pracy za granicą! W wielu listach, na różnych stronach, pojawiają się informację o pośredniakach pracy, gdzie pobierane jest 150 Euro za znalezienie pracy w restauracjach, hotelach, przy pomocy chorym. Nie legalnie oczywiście”

Interesowałem się tą sprawą w Atenach i nawet pytałem w polskiej ambasadzie. Od rzecznika prasowego usłyszałem, że pobieranie opłat za pośrednictwo jest w Grecji legalne. Nasza ambasada nawet na prośbę Polaków sprawdza, czy dane biuro pośrednictwa ma potrzebne pozwolenia. Wystarczy wysłać e-mail i następnego dnia jest odpowiedź. Ale oczywiście ja też uważam, że znacznie lepiej samemu szukać pracy, nawet przy słabej znajomości języka angielskiego i/lub greckiego. Taniej i też skutecznie.
15:00, marcin.sztandera , Grecja
Link Komentarze (9) »
O Portugalii po polsku

Czyli o tym, że ciężko jest szukać pracy i Polaków w obcym kraju, ale chyba jeszcze trudniej to wszystko później opisać. Właśnie jestem po całym dniu spędzonym przy klawiaturze - podobnie pewnie jak koledzy i koleżanki z 'przystanku' (pozdrawiam Was i natchnienia życzę). Nie będę oryginalna: Panie i Panowie zainteresowani pracą w Portugalii, jakich informacji najbardziej potrzebujecie? Polacy, którzy już tam pracujecie - może macie dobre rady dla przyjeżdżających do pięknej Portugalii? Czekam na wszelkie sugestie.

Maćku z Lizbony - dziękuję za pomoc w odrywaniu tajemnic przetrwania w tym mieście:)

W Portugalii podobno trochę mniejszy upał. A u mnie wciąż gorąco! I pomyśleć, że znajomi uważają, że ten wyjazd to był urlop...

00:43, agnieszka.urazinska , Portugalia
Link Komentarze (3) »
środa, 07 czerwca 2006
Dziś będzie kryminalnie

witam,
w dalszym ciągu spisywałam dziś wszystko, czego dowiedziałam się na temat pracy w Barcelonie. Miałam szczęście, bo udało mi się w końcu jakąś znaleźć. Nikt mnie nie napadł, nie okradł, ani nie oszukał. Jak również nie byłam świadkiem żadnego rabunku i nie odkryłam żadnych zwłok.

Ale na prośbę kilku z Was i pani konsul, z którą dziś rozmawiałam, podaję garść ostrzeżeń. Nie żeby siać panikę, tylko po to, żeby nikt nie znalazł się w sytuacji zdesperowanych i zagubionych Polaków, dla których szukanie pracy kończy się wielką traumą i desperacją. I w takim stanie lądują w konsulacie, a potem wracają do Polski.

- Po pierwsze, trzeba uważać na firmy pośredniczące w załatwianu pracy. Koniecznie trzeba sprawdzić, czy są zarejestrowane na stronach www.msz.gov.pl. Najpopularniejsze oszustwo polega na załatwianiu pracy, której nie ma. Ktoś, kto szuka pracy wpłaca pieniądze na konto posrednika. Dostaje bilet i jedzie, bo w Hiszpanii ma na niego czekać tenże pośrednik i praca. W rzeczywistości nie ma ani jednego, ani drugiego.

- Kieszonkowcy - w ciągu kilku sekund pozbawią Cię portfela, dokumentów i telefonu. Trzeba uważac, ale najlepiej nie nosić przy sobie ani dokumentów, ani dużej ilości gotówki, ani karty do bankomatu. Rutynowe ostrzeżenie, ale większość Polaków zgłasza się do konsulatu właśnie z powodu skradzionego paszportu.

- narkotyki- na dyskotekach są praktycznie normą. Naiwnością jest pozostawianie swoich napojów bez kontroli lub przyjmowanie zaproszenia na drinka od obcych meżczyzn.

Ameryki nie odkryłam, ale uważać trzeba;-)

PS dziękuję za sugestie, jutro postaram się o krótkie zestawienie zarobków i wydatków, tak żeby każdy mógł było ocenić, czy opłaca się mieszkać i pracować w Barcelonie

22:07, karolina-lagowska , Hiszpania
Link Komentarze (17) »
Gdzie robić zakupy w Londynie i reszta pytań

To już pan wrócił? - tak przywitał mnie wczoraj w nocy taksówkarz. Opowiadał, że sam ma syna w Londynie, jest kierowcą ciężarówki, ściągnął dziewczynę i ani myśli wracać. Ja za to teraz nie ruszam się sprzed komputera. Spisuję ten mój Londyn. Ale, jak moi gazetowi znajomi z desantu, też proszę Was o pomoc: o czym nie może zapomnieć człowiek, który do Londynu przyjeżdża pierwszy raz i szuka pracy? Gdzie może kupić najtańszy chleb? Gdzie jest niedrogi pub? Mam swoje obserwacje, ale może warto zmiksować je z Waszymi. Czekam.

18:28, wojtek.pelowski , Wielka Brytania
Link Komentarze (14) »
Helsinki - niezbędnik emigranta
Pomocy -  piszę niezbędnik emigranta dla rodaków, których los z jakiegoś powodu rzuci do Helsinek, po to żeby się nie miotali bez potrzeby, tylko choć trochę użyli doświadczenia tam-już-bylców. Jak jeździć, na jakich biletach, gdzie jeść i spać itd. Trochę własnego doświadczenia mam, ale przecież niewiele, rozmawiałam też dużo z ludźmi, ale co to znaczy siedem dni. Więc proszę - dla dobra wspólnego, jak się da pomóżcie. Na przykład mam kłopot ze sprawą mieszkania  - wiem, że najlepiej wynająć na lato od studentów, ale jak to zrobić? Gdzie są studenckie ogłoszenia?
Potrzebne greckie wsparcie!

Witam witam ponownie

Od kilku dni już jestem w domu i nawet zdążyłem napisać tekst o pracy w Grecji, który wkrótce ukaże się w „Gazecie”. Ale mam do was jeszcze serdeczną prośbę - teraz pracuję nad radami dla osób, które chcą tam pojechać. Już napisałem m.in. o tym że w Atenach jest kilkanaście ulic o tej samej nazwie. Ale zdaję sobie sprawę, że byłem tam krótko i mogę nie wiedzieć o wszystkim. Więc może coś dodacie od siebie?

Po za tym szukam adresów internetowych przydatnych dla osób jadących do Grecji.

Tak na marginesie - w tym tygodniu zaczęli do mnie oddzwaniać potencjalni pracodawcy, którzy zareagowali na moje ogłoszenie wywieszone prawie tydzień temu na ul. Michail Voda. Bardzo wszystkim dziękuję.
15:51, marcin.sztandera , Grecja
Link Komentarze (11) »
A teraz dwa słowa o cwaniakach w Irlandii

Wy wszyscy, którzy wybieracie się do Dublina w poszukiwaniu pracy: uważajcie na polsich cwaniaków!!!

Cwaniak to ten osobnik, który zaczepia cię - mówiącego po polsku - w centrum miasta i proponuje pracę. Że niby załatwi, pomoże. Ale musisz mu oddać całą swoją pierwszą tygodniówkę. Unikaj jak ognia.

Cwaniak to także ten, kto mówi do ciebie: pokażę ci patent na darmowe dzwonienie do Polski z budki telefonicznej, ale to cię będzie kosztowało 20 euro. Zmykaj przed takim, gdzie pieprz rośnie.

Cwaniak to ludzik, który - korzystając z tego, że jesteście także Polakami - chce was naciągnąć na kilka euro, ”bo mu do fajek zabrakło, a ty jesteś swój - coooo! rodaka nie wspomożesz na obczyźnie?”.

Oraz ten, kto chce spać w twoim domu, opłacanym za ciężko zarobione euro, za zupełną darmochę ”bo mu ciężko”. OK, są tacy, którym ciężko - niech śpią w waszych domach, ale to wy musicie ich zaprosić, od was musi wyjść inicjatywa darmowego noclego do czasu znalezienia pracy.

Cwaniak to także pan (rzadziej pani), bluzgający k....mi na ulicy i zgrywający twardziela przed każdym, kto właśnie przyjechał do Dublina. Ich także omijajcie.

Na razie jeszcze Polacy kojarzą się Dublińczykom dobrze. Są pracowici, uczciwi. Oby tylko rzesza cwaniaczków nie popsuła tego wrażenia.

12:49, jacek-kowalski , Irlandia
Link Komentarze (4) »
O co chodzi z tymi kaczkami?
Zanim wyjechałem do Polski, w sobotni wieczór widziałem na rzece całe mnóstwo żółtych, gumowych kaczuszek. takich do kąpieli. Czy ktoś wie, o co chodzi? Zamieszczam zdjęcie poniżej - słabe, bo z telefonu.

12:44, jacek-kowalski , Irlandia
Link Komentarze (11) »
wtorek, 06 czerwca 2006
Helsinki- powrót

Pierwsze, co mnie zdziwiło, to ciemność. Zobaczyłam ją na lotnisku w Berlinie. Zdumiewające, że tak wygląda noc. Wiem,wiem - zaraz mi ktoś wypomni, że białych nocy wcale jeszcze nie widziałam. Oczywiście, ale i ta czerwcowa namiastka mi wystarczyła, żeby niewiele spać. Przez cały pobyt w Helsinkach czułam się fizycznie wyczerpana, ale wewnątrz chodził mi jakiś dziwny „motorek”. To, że spałam parę godzin w nocy niczego nie zmieniało.

Oczywiście, nie chcę przesadzić, żadnego dramatu w tym nie ma. Taka sobie ciekawostka. Wy też tak macie?

Na mnie-przyjezdnej naprawdę duże wrażenie zrobiła jasność za oknem podczas nocnego koncertu w pubie. Po prostu - nowość. W Juttutupie grali jazz (wokalista z blond grzywką zaczesaną na mokro do tyłu, słodkie łabidubi, żaden modern jazz), wewnątrz tłum się kiwa, a za oknem - nieustające popołudnie.

Co będzie, kiedy w Helsinkach nastanie noc?

Już w domu - wywiady w radiu TOK FM (mp3)
  • Ola Pezda: Finowie nie są przyzwyczajeni do zatrudniania obcokrajowców (07:16 1,66MB)
  • Marcin Sztandera: W Atenach Polacy zdominowali cztery zawody (08:19 1,91MB)
  • Karolina Łagowska: Na jedną posadę barmana w Barcelonie ok. 200 chętnych (05:50 1,34MB)
  • Jacek Kowalski: W Dublinie jest naprawdę ciężko znaleźć pracę (05:22 1,23MB)
  • Agnieszka Urazińska: Z tej pracy nie utrzymałabym się w Portugalii (03:59 0,92MB)
  • Wojciech Pelowski: Do wyjazdu do pracy w Londynie trzeba się przygotować (05:32 1,27MB)
17:14, redakcja
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31